Muczne, 5 czerwca2010, sobota

Mijam nieczynny wypał, teraz do Mucznego już asfaltem i całkiem prawie z górki a to jakieś 4 z małym kawałkiem kilometrów. Nie zatrzymuję nielicznych samochodów by nie narazić ich właścicieli na ubrudzenie dywaników i siedzeń. Słońce świeci i przypieka moją prawą stronę aż skóra skwierczy. Już wolę to niż ciągły deszcz więc nie marudzę.
Około 17 jestem w Arnice, teraz podkręcam tempo, szybka kąpiel i lecę do Czarnej do Baraku na „RękoCzyny”. Przed Galerią wielki subotnik… kładą właśnie nowy asfalt by przed Barakiem było jeszcze piękniej. Jest kilka osób w środku na „Rękoczynach” ja witam się z panią Różą, Krzysztofa nie było, chyba… upał zmógł Kupiłem jakieś pamiątki, szczególnie podobał mi się rzeźbiony Chrystusik ustylizowany na wędrowca bieszczadzkiego. Miła pamiątka bo teraz co na niego spojrzę to kojarzę z nim i łazikowanie po Bieszczadach, i Czarną, i Barak i czerwcowy długi week .
Obiad Pod Czarnym Kogutem i tam pierwszy raz w życiu zjedzony dodatek kiszona papryka nadziewaną kiszoną kapustą, pyszna.
Czas mojego pobytu prawie minął, jeszcze tylko kilkanaście godzin i rano wyjazd. Ale przed wyjazdem będzie jeszcze śniadanko no i noc. J

DSC08150.JPGDSC08151.JPGDSC08153.JPG