27.07.10 (Wtorek)
Rano otworzyłem oczy, spojrzałem w niebo, padało a niebo nastrajało do dalszego leżenia, tym bardziej, że słabość miałem w sobie taką by nawet się nie ruszać. Głód jednak już dawał znaki bo wczoraj skonsumowałem tylko jedną suchą bułkę i kilka kropel wody. Musiałem teraz powalczyć z niemocą, która mnie ogarnęła. Toaleta i na przemian zimny i gorący tusz już lekko postawiły mnie na nogi, później takie po lekku śniadanko i trzeba ruszyć na mały spacerek by definitywnie wypędzić z siebie „mamloka z rułą” (ech śląska godka). Plan jest by ponownie pójść do chatki, z nadzieją, że dojdę… ale jęśli będzie coś kiepsko, to najwyżej zawrócę przed osiągnięciem celu.
Idę spokojnie, przechodzę przez mostek opodal którego zrobiłem sobie tamę na bicze szkockie (tamę zmył zwiększony nurt), mijam Leśniczówkę Roztoki i powoli idę dalej. Nie patrzę nawet na zegarek, idę średnim tempem. Przed strumykiem widzę otwartą okiennicę a to znaczy, że ktoś już tam jest. Stukam i na otwarcie czekam dobrą chwilę. W czasie tej chwili przypomina mi się bertranda opowiadanie jak to wszedł z buta do chatki a tam… hmmm… ja nawet już miałem rozbudzoną wyobraźnię. Jednak drzwi otworzył… jeden lokator. Dawid mu było i w czasie rozmowy przejawiał ogromną chęć zostania bieszczadzkim zakapiorem a błyskotliwą karierę chciałby zrobić jako bieszczadzki kuglarz czy coś tak. Osobiście miał w sobie materiał i predyspozycje ku temu bo egzotyczność jego opowieści poruszała mój umiejscowiony w korze mózgowej ośrodek odpowiedzialny za śmiech a i kanaliki łzowe musiałem siłą woli pozatykać. No cóż, rozpisał się on w „raportowniku” na kilku stronach, że nawet przez kilka zdań nie przebrnąłem.
Zaczął padać mocniej deszcz więc pożegnałem się, wcześniej wpisawszy się „że byłem obecny” i postanowiłem wracać. Dziś noc na poziomie 652 ma być krótka, ale liczba ta wynikła dopiero podczas mającego nastąpić spotkania.
DSC08456.JPGDSC08458.JPGDSC08467.jpg
cdn


. Jednak drzwi otworzył… jeden lokator. Dawid mu było i w czasie rozmowy przejawiał ogromną chęć zostania bieszczadzkim zakapiorem a błyskotliwą karierę chciałby zrobić jako bieszczadzki kuglarz czy coś tak. Osobiście miał w sobie materiał i predyspozycje ku temu bo egzotyczność jego opowieści poruszała mój umiejscowiony w korze mózgowej ośrodek odpowiedzialny za śmiech a i kanaliki łzowe musiałem siłą woli pozatykać. No cóż, rozpisał się on w „raportowniku” na kilku stronach, że nawet przez kilka zdań nie przebrnąłem.
Odpowiedz z cytatem