09.11.2014 Nasiczne
Jako pierwszy docieram do cerkwi, wchodzę do środka na chwilkę modlitwy, za moment dołącza Ewa. Nacieszyliśmy się surowym wnętrzem a gdy już wychodziliśmy to Wojtek nam oświadczył, że będziemy musieli zdać specjalny egzamin wchodzenia do dużej dziupli i będzie też oceniał zastosowane metody. Nie było żadnego zmiłuj! Ja, muszę się przyznać, że nigdy do niej nie wchodziłem, Ewa też nie a Zenek tym bardziej. W odwrotnej więc kolejności każdy z nas w środek się chował i co ciekawe, każdy inną techniką, czym całkowicie zaskoczyliśmy Wojtka. Każdy też został sfotografowany na wieczną pamiątkę. Zdjęcia bardziej naturalne wychodziły bez lampy błyskowej, chociaż był już zmrok. Pomimo zapadających ciemności przyjechał jeszcze na „parking” autokar z wycieczką chcącą zobaczyć cerkiew. Dostali czas minimalny, ledwo wysiedli, zobaczyli i… „wsiadamy szybko… odjazd”.
My też się we czwórkę zapakowaliśmy w Wojtka samochód i ruszyliśmy do samochodu Zenka. Dojechaliśmy na etap startowy gdy naprawdę mocno się ściemniło. Szybkie przepakowanie, przez co zapomniałem od brata zabrać cały mapnik i robimy dwoma samochodami nawrót. Jeszcze Wojtek wpada na „pomysł” i… ale tego nie mogę zdradzić bo skopię coś innego. Nie mogę w tym przypadku utrzymać chronologii zdarzeń. Wrócę do tego momentu trochę później.
Żegnamy się z moim bratem i jedziemy w dół do drogi 894, tam się rozjeżdżamy, każdy w swoją stronę, on w lewo do Rzeszowa a my w prawo do Nasicznego.
W Gościńcu robimy się „wyjściowo” i idziemy do Chaty Wuja Mavo, gdzie nadal sporo forumowych ludków z różnych stron. Trochę tam siedzimy i gadamy. Wojtek już na wejściu informuje Jimi, że jest umówiony z niejakim don Bazylio, który chce koniecznie ją gdzieś porwać. Nasza forumowiczka oczywiście dopytuje się… kto to jest?, czy go widział?, jak wygląda?... no, następuje istna eksplozja zaciekawienia. Wojtek informuje, że właśnie do niego zadzwonił (teraz dopiero się zastanawiam jak tam do tego Nasicznego mógł się dodzwonić?) i idzie go przyprowadzić. Mnie też prosi bym za chwilkę przyszedł do Gościńca. Widzę bardzo przejętą Jimi, mającym nastąpić spotkaniem i jak to dziewczyna stara się ogarnąć w czym czynnie pomagają jej inne niewiasty robiąc jej odpowiedni do okoliczności fryz, kolorują policzki itp. Idę do Wojtka, zastaję już, jak się okazuje, czekającego don Bazylio, który wygląda mi jakoś znajomo, ale… prowadzę go do Jimi… o niej tylko mówi po drodze i że chce ją porwać. Wchodzimy do Chaty, oczywiście od razu powstaje sytuacja z rodzaju „wesoła konsternacja”, Jimi… no właśnie Jimi…
W tym momencie, to co widziałem, to od razu przypomniał mi się fragment znanej kołysanki, która wymownie pasuje do powstałej sytuacji …„Patrzy Wojtuś, patrzy, duma, łzą zaszły oczęta, czemuś mnie tak okłamała, Wojtuś zapamięta. Już ci nigdy nie uwierzę, iskiereczko mała, chwilę błyszczysz, potem gaśniesz, ot i bajka cała.”
Miał być żart a tu wyszło tylko zakończenie tej piosenki „I skończona bajka…” To moje odczucia, ale później były śmiechy, przymierzanie czarnej peruki no i czarnych wąsów jakie miał Wojtek, były błyski fleszy, wiwaty i wszelakie przymiarki wąsów i peruki.
Niedługo po tym Wojtek, zaprasza mnie i Ewę do siebie na pogawędkę przy flaszce. W rezultacie jednak lądujemy we trójkę w naszym pokoju, połówka pęka, trochę zagrychy też ubywa i tak można zakończyć niedzielę 9 listopada roku Pańskiego 2015. Około północy idziemy spać.
Na krótko wrócę do pożegnania z bratem… Wojtek wtedy niespodziewanie się przebrał i zaskoczył Zenka, który nie poznał go w pierwszej chwili. Nas nie zaskoczył, widzieliśmy przygotowania.
Cdn…


Odpowiedz z cytatem