02 maj 2015
Nic już w resztę nocy nie budziło. Wstałem o siódmej, możliwie cicho ogarnąłem się i zszedłem zrobić sobie śniadanie. Za oknami ulewa, bez grama promyka słonecznego, chmury oznajmiające deszcz przez cały dzień. Już przy śniadanie łapię się za rozpoczętą wczoraj książkę, czytam ją tak jakbym konsumował pierwszy raz placek z manioku wraz z rybą fugu. Zaczytany słyszę, ciche piszczenie Koli co oznacza prośbę o zniesienie na dół, ma stracha schodzić po śliskich schodach. Pies ma swoje poranne potrzeby a to znowu zmusza mnie bym ubrał nieprzemakalną kurtkę i mimo sążnistego deszczu wyszedł „na spacerek”. Psy najbardziej nie lubią deszczu, ja też nie lubię jak pada a niestety w Bieszczadach to częste zjawisko. Gdy opuszczamy teren działki Kola już czuje, a ja widzę tuż przy wjeździe, sporą pozostałość trawienia psa od sąsiadów. Jako jedyny w pobliżu pies musiał dać nowemu informację „to mój teren”. Zauważyłem rano przez okno jak „znaczył” teren. Pies sąsiadów to czarny „wilk”, wyglądający dość strasznie a jednocześnie też żałośnie. W sumie jest bardzo łagodny i przyjazny, jednak z widoczną ułomnością wywołaną poturbowaniem przez jakiś samochód pędzący przez Nasiczne. Jego pan opowiedział o nim trochę na jesieni, nawet o bohaterskiej postawie przy spotkaniu z niedźwiedziem.
My idziemy trochę w górę, bez zamiaru, w taki deszcz, by iść zbyt wysoko. To jest spacerek na „tylko i wyłącznie” i powrót. Przed domem wycieram Kolę ręcznikiem, sam też się otrzepuję z deszczu i możemy wchodzić do domu.
Wszędobylska wilgoć potęguje chłód, czuje się go też w domu. Rozpalam kominek by śpiochy, jak zejdą na dół, miały cieplejsze wejście w dzień. Pierwszy week maja tego roku jakoś ciepłem nie rozpieszcza. Ogień fajnie już liże drewno w kominku, Kola po swoim śniadaniu rozłożyła się pod nim i suszy futerko a ja dalej „konsumuję” kartkę za kartką. Często powracam do już przeczytanych, zagłębiam się w rozmyślaniu by zrozumieć treść lub zrozumieć to co przekazuje autor. Niestety czasami odsyła w swoim dziele do innych publikacji, niekoniecznie swoich, czym obnaża totalne moje braki w temacie. Nie jest to dzieło łatwe do czytania, mam nawet myśli… czy to mi przypadła rola „rozdziewiczenia” tej książki a może ktoś już był przede mną, czy później jeszcze będzie i czy do tego się przyzna?
Czytanie, rozmyślanie i dylematy kończą się gdy „góra” zaczyna schodzić na dół, robić śniadanie i zadają bez mała uświęcone tradycją pytanie „co mamy dziś w planie?” z wymownym kiwnięciem głowy na to co dzieje się za oknami. Kola kuma te pytanie i nadstawia uszy, bo odpowiedź pana będzie miała znaczenie też i dla niej. Ja jak zawsze mam plany, ale Michał z Ewą jeszcze przed moją odpowiedzią oznajmiają, że w nogach mają wczorajsze kilometry i pogoda też nie jest specjalna na łażenie. Szczekanie Koli i jej oczy wyrażają pełne poparcie takim oświadczeniom. Czasy się zmieniły, teraz trzeba brać pod uwagę resztę, nie to co kiedyś, gdy pogoda nie była ważna by pójść w góry.
Moja rozważna propozycja jest byśmy wszyscy pojechali do Mucznego i coś po drodze zobaczyli, czego nawet ja jeszcze nie widziałem. To taki mocno okrojony wypad z planu, w którym miał być Brenzberg, bo nie widziałem nowego wejścia do pomnika i samego pomnika także. Chciałem się też przejść nową i ciekawie zapowiadaną ścieżką dydaktyczną „Krutyjówka”, zobaczyć czy hotel ukończony i odwiedzić „Zagrodę Żubrów”, jak nie mogę ich spotkać live w Bieszczadach.
Wyjeżdżamy z Nasicznego około 13, deszcz ciągle pada. Jak już wcześniej wspomniałem, chodzenie odpadło i zostało odłożone na bardziej przychylne czasy, ale odwiedzamy zagrodę pokazową żubrów. Łatwo do niej trafić, jest przed Mucznem i jest oznaczona na mapach.

DSC00158.jpgDSC00159.jpgDSC00160.JPGDSC00162.JPGDSC00163.jpg

Później jedziemy do Mucznego, ja robię sesję zdjęciową na budowie hotelu. Jestem zszokowany bo spodziewałem się, że już stoi w pełnej krasie a tu totalny rozpiździaj. Nie wiem o co chodzi, bo SIWZ zakładał koniec przebudowy na 30 kwietnia 2015 roku. Zdjęcia dałem wcześniej w wątku poświęconemu temu hotelowi.
Deszcz jest wyraźnie mniejszy, jedziemy jeszcze do cerkwi w Smolniku, też do sklepu w Lutowiskach i powrót do Nasicznego. Resztę dnia spędzamy w pieleszach domowego ogniska. W nocy ma być przełamanie pogody na bardziej przyjazną co zapowiada też piękna księżycowa pełnia.
Cdn...