12 listopada 2015 czwartek
… łunę pożaru na horyzoncie.
W domu jesteśmy kilkanaście minut po siedemnastej, reszty grupy jeszcze nie ma. Możemy się odświeżyć spokojnie, brat od razu zaznacza, że pisze się na bigos i Gorzką, co mi też pasuje. Godzinę po nas przyjeżdża reszta grupy i też od razu rzuca się na bigos i coś mocniejszego. Gdy wszyscy podjedli to na stół wnosi Agnieszka, jako fundatorka, specjały od Szelców… sporo tego jest, oj sporo… dziewczyny się odchudzają, więc jeszcze bardziej jest sporo dla nas. By zbytnio nie drażnić Waszych podniebień to tylko wspomnę, że ja zacząłem od kremówki z masą toffi na wierzchu. Na stole stawiam też moją ubiegłoroczną nalewkę z jeżyn. Trwa wieczorny luzik… tak można do późna gadać o mijającym dniu i nie tylko. Później się przenosimy by popatrzeć w „telewizor” z niesamowicie długim i ciepłym filmem, w którym główną rolę gra ogień i czasami nawet iskiereczka mruga. Michał jeszcze puszcza nastrojową muzykę… luzik! Do jutra.


Odpowiedz z cytatem