Pokaż wyniki od 1 do 10 z 643

Wątek: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady

Mieszany widok

  1. #1
    Korespondent Roku 2009 Awatar Recon
    Na forum od
    02.2008
    Postów
    2,215

    Domyślnie Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady

    13 listopada 2015 piątek
    Wstaję przed siódmą, reszty przecież za uszy z lóżek nie wyciągnę. Już wczoraj wygrała większościowa koncepcja by do socjologów wejść i zejść bez żadnego tam przejścia przez Otryt i inne bzdety przy zejściu. Kompletnie mi się nie chce iść tylko do schroniska, które w dodatku od samego początku jakoś mnie nie przyciąga a wprost odwrotnie. Dziś idę sam plus Kola!
    Z domu wyjeżdżamy około 10 i to na 2 samochody. Ten Zenka zostaje na parkingu w Dwerniczku przed wejściem na niebieski szlak i dalej już wszyscy jedziemy do Chmiela popodziwiać kaskady, później kościół i cmentarzyk, koło którego zostawiamy drugi samochód. Tutaj też jest nasz wspólny start. Idziemy szlakiem historycznym, czy jak on tam się nazywa, bo według mnie to on już kilka lat temu wołał o pomstę do nieba na tych co o niego mieli dbać. Już kiedyś chciałem nim zejść, ale gdy na Otrycie zobaczyłem ścieżkę zarośniętą chaszczami na półtora metra to dałem sobie spokój, tym bardziej, że trafiła mi się wtedy jeszcze potworna ulewa.
    Dziś plan jest taki… oni idą do Chaty Socjologów i wracają niebieskim do Dwerniczka, podjeżdżają pod drugi samochód w Chmielniku i ktoś jednym albo dwoma jedzie po mnie do Sękowca a później jeszcze zobaczyć najbliższy punkt widokowy.
    Nie ukrywam, że trochę się niepokoiłem, gdy tym szlakiem miałem wysłać resztę grupy, ale wierzyłem w Ewę i Zenka, że dadzą radę wejść i odnajdą prawidłową ścieżkę. Idziemy asfaltową drogą odchodzącą prostopadle do górnego Chmielu i którym jakoby(!) szedł jakiś szlak. Piszę „jakoby” bo idziemy a znaku żadnego po drodze. Jak mi grupa później powiedziała to jeden znak szlakowy znaleźli gdzieś na samej górze. Mieli więc trochę adrenalinki! Po drodze z lewej mijamy fajny wjazd z trzema kapliczkami a po prawej zastanawiamy się „po jakie licho tej jednej krowie taki worek na wymionach?”, ale też od razu ktoś rzucił informację „to nie krowa, to byk ze swoistą blokadą by skutecznie blokować niekontrolowane zapładnianie krów” (jest zdjęcie). Asfalt na drodze się skończył, dalej stoi jakaś drewniana chałupa, jest jakieś błotniste „nibyrondo”, odchodzi w lewo droga a w prawo ścieżka, to w nią pokazuję by szli a ja sam odbijam w lewo z Kolą.
    „Odbijam” to jak później się okazało jest w tym konkretnie przypadku najwłaściwszym słowem a może nawet zbyt delikatnym na to co wtedy zrobiłem i co będę robił później. Więc jeszcze raz i z właściwą semantyką… odbiło mi, by odbić sobie w lewo w drogę mającą być zaplanowaną stokówką. Kola sobie pobiegła radośnie przed siebie w drogę, ja za nią bo droga szeroka i w miarę płasko idzie i jak nic to ta mapowa na którą patrzyłem wczoraj na mapie. Kolę zebrało na zabawę, ja szczęśliwy sobie gwiżdżę bo nastraja mnie i pogoda, i cisza, i Kola, i tak w ogóle mam dobre samopoczucie… totalny luzik. Taki wesoły sobie idę jeszcze kilkuset metrach aż oczom moim ukazuje się rozjeżdżony błotnisty plac z parkiem maszynowym, jaki tylko może być leśnikom potrzebny. Jakiś leśny dowódca tego wszystkiego, stojący koło samochodu terenowego, uprzejmie odpowiada „dzień dobry” i pyta się grzecznie z nutką zaczepki „spacerek na Otryt?” ja odpowiadam „ nie, aż tak wysoko to nie, idę przejść się stokówką”… „no to dalej tą drogą pan nie pójdzie bo udrażniamy 100 metrów dalej strumień z błota a dalej na odcinku 200 metrów jest ścinka i są zwalane drzewa na drogę. Można obejść z prawej”. Faktycznie słychać pilarzy, faktycznie koparka wybiera jakieś głębokie błoto i robi kanały odpływowe by mogły tędy przejeżdżać ciągniki z drewnem, faktycznie jest stosowna tabliczka o zakazie wejścia. No więc jak trzeba obejść to trzeba, pierwszy raz się obchodzi?
    Mój totalny „odlot” trwa w najlepsze, nic do głowy nie wchodzi, nawet to że niby dlaczego z lewej strony jest stok, że gdy patrzyłem wczoraj na mapę to już na początku żadnego w poprzek płynącego strumyka nie było, nawet to że droga wchodzi lekko w prawo w wąwóz nic mojego radosnego spaceru nie wstrząsa.
    Kiedy dochodzę do udrażnianego bagniska to biorę Kolę pod pachę i jakoś przechodzimy bokiem gdzie już jest robiony odpływ i możemy teraz iść w górę by obejść zamkniętą drogę. Idąc w górę mam powiększający się jar na dnie którego płynie skąpy strumyk, co potwierdza słowa piosenki „cicha woda brzegi rwie”. Póki jeszcze szedłem w górę jakąś dawną zarośniętą drogą zrywkową to było znośnie, ale jak się skończyła a zaczęły płasko porośnięte jeżyny to Kola stanęła w poprzek i niczym osioł dała do zrozumienia… jak chcesz iść tak dalej to idź, ale mnie do tego nie mieszaj. Jeszcze trochę ją poprzenosiłem, Aż wreszcie mijamy ten jar, teraz już trzymamy się jednej poziomicy, po słońcu widzę, że powoli skręcamy na zachód czyli dobrze, tylko mam wrażenie, że jakoś blisko mam do szczytu Otrytu. Przeczucie mi podpowiada, że jak skręcę bardziej w prawo to za kilkanaście minut osiągnę grzbiet otrycki. Nie skręcam jednak i trzymam się „założonej” marszruty i dalej spacer trwa chociaż już mniej radosny bo tak jakoś zbyt dużo urosło tych niskich jeżyn, dosłownie niczym rozłożony drut kolczasty… haczą o buty i spodnie, muszę często i długo przenosić Kolę bo skutecznie jest zatrzymywana. Patrzę na zegarek, że tak sobie idziemy z Kolą już prawie 2 godziny. Stwierdzam, że nie wyrobię się na czas i podejmuję decyzję by wracać. Też to jest spowodowane myślą, by przez brak zasięgu, grupa się nie niepokoiła, gdy będą do mnie dzwonić. Ścieżką nie szedłem, śladów też zbytnio nie zostawiałem, prowadzi mnie ukształtowanie terenu w stronę początku jaru, radosny spacerek dalej trwa chociaż intuicyjnie szukam śladów mojego przejścia. Wreszcie szczęśliwie trafiam do początku jaru gdzie zaczyna swój bieg nikły strumyk, dalej już łatwo trafiam na drogę zrywkową którą jakiś czas temu wchodziłem. Sobie schodzę, Kola za mną i już dużo szczęśliwsza, bo wybawiona z tych „zasieków”. Ponownie pies pod pachę i skok przez pogłębiony rów melioracyjny a i błoto widać jak trochę spłynęło. „Dzień dobry” panu z koparki, dalej placyk z parkiem maszynowym, leśniczego szefa już nie ma, więc i pytania z rodzaju „i jak tam spacerek?” też nie będzie, Kola szczęśliwa bo nie widać wody. Radosny spacerek trwa, tylko lekko zmącony myślą o nieosiągniętym celu. Koło „ronda” telefon złapał zasięg i co chwila dochodzi nowy sms… „doszliśmy do chatki”… „odpoczywamy”… „zaczynamy schodzić”, Patrzę na zegarek, porównuję kiedy ostatni został wysłany, wyliczam… Oki, spokojnie zdążę przed grupą do samochodu obok kościoła w Chmielu. Moje oko tak mimochodem rejestruje jakąś równolegle w górę odchodzącą polną drogę w stronę Chmielu, gdzieś tak na jakieś pole nad miejscowością.
    Błogostan wędrówki trwa w najlepsze. Jeszcze przejście asfaltową drogą w dół. Dochodzę do samochodu, posilam się, Kola też swoje dostaje i spokojnie czekamy na grupę. Oregona wyłączyłem nawet nie patrząc na niego, czyli w tamtej chwili żadna świadomość i żadne oświecenie nie przyszło.
    Za 10 minut są. Powiedziałem zgodnie z prawdą, że stokówka była zamknięta i nie dało się dalej przejść, stąd powrót tutaj.
    Jest dość wcześnie i grupa patrzy pytająco co dalej?... ano jedziemy jednym samochodem do punktu widokowego za Sękowcem.
    CDN…
    Załączone obrazki Załączone obrazki
    Ostatnio edytowane przez Recon ; 27-11-2015 o 13:13
    Pozdrawiam :)
    -----------------
    benevole lector

    https://twitter.com/Zbyszek_Recon

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Kilka jednodnoiwych wypadów w bieszczady.prosba o pomoc.
    Przez krzysiudr w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 2
    Ostatni post / autor: 23-05-2011, 20:18
  2. o cmentarzach nie tylko w Bieszczadach, czyli słów kilka o Maguryczu
    Przez szymon magurycz w dziale Dyskusje o Bieszczadach
    Odpowiedzi: 3
    Ostatni post / autor: 17-06-2009, 07:47
  3. Kilka pytan o bieszczady wschodnie
    Przez buba w dziale Wschodni Łuk Karpat
    Odpowiedzi: 2
    Ostatni post / autor: 25-07-2007, 11:09
  4. Kilka słów o języku polskim...
    Przez WojtekR w dziale Oftopik
    Odpowiedzi: 46
    Ostatni post / autor: 22-01-2007, 11:35
  5. Słów kilka o Bieszczadzkich Wilkach
    Przez Snurf w dziale Fauna i flora Bieszczadów
    Odpowiedzi: 36
    Ostatni post / autor: 04-04-2005, 15:04

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •