Zapomniałem dokończyć majówkę a już trochę czasu zleciało. Mocno mi wstyd i serdecznie przepraszam, trochę się u mnie dzieje! Nawet na Forum od jakiegoś czasu nie zaglądam. Jeszcze raz przepraszam za opieszałość a teraz już prestissimo do finito majowej relacji.
---------------------------------------------------------------------------------------
06 maja 2016 roku Rabe
Dochodzimy wreszcie do szczytu Kiczery Baligrodzkiej. Jest właśnie godzina 13, od nowej siedziby Nadleśnictwa „szliśmy” równo godzinę a w sumie 2,5 od startu. Sam punkt szczytu jest 2 metry wyżej, ale wstęp na niego jest odgrodzony parkanem za którym jest mały budynek i wieża ze stacją BTS. Dodam, że szlak spacerowy idzie dalej, kusi widokami i wart jest dalszego spaceru.
Do wyboru mam na siedzisko betonowe kłodę drewna lub betonowe schody... hmmm, sprawdzę czy złapię wilka. Okoliczności przyrody są tak wspaniałe, aura sprzyjająca, widoki niczego sobie i jeszcze ta świeża zielona trawa sprzyja by tutaj posiedzieć równą godzinę. Kola co chwila gdzieś się kładzie i podsypia, by za kilka minut wstać i znowu położyć się w inne miejsce. Czasami też wstanie i napije się wody lub poprosi by dać jej ulubionego frolika na przekąskę. Ja cały czas cieszę oczy widokami i intrygującym mnie jakimś rudym kształtem w oddali pod zagajnikiem. Nie mam ze sobą lornetki, ale biorę aparat i wreszcie zoomem robię zbliżenie. Niestety jest to jakiś suchy krzak, ale chyba coś tam jednak na nim siedzi bo trochę się czasami rusza, tego jednak już bardziej nie zbliżę.
Jeszcze na rozruszanie Koli robię jej długie pieszczotki i ruszamy w drogę powrotną. Z górki zawsze lepiej, to doskonale wie Kola i ona teraz prowadzi nadając kierunek i tempo W pewnym momencie koryguję marsz, co objawia to zdziwionym wzrokiem i jawną niechęcią, „ale zaraz, zaraz, wracamy przecież i mamy iść w prawo” ale po chwili podąża za swym panem i… skręca w lewo. Korci mnie całkiem wyjeżdżona droga odbijająca od szlaku w stronę Hoczewki. Jakoś tak liczę na jakiś skrót do Baligrodu. Niestety droga prowadzi tylko na brzeg, może być tutaj bród, ale dziś jest zbyt wysoka woda i nakazuje powrót na szlak. Ponowne wchodzenie pod górę Kola objawia wymownym przeciągłym spojrzeniem a ja przepraszam za brak posłuszeństwa przewodnikowi. Jeszcze tylko „wpław” przez Stężniczkę i jesteśmy na mostku. Musimy znowu odpocząć, Kola wykazuje spore zmęczenie a mamy jeszcze ponad 2 km do przejścia. Siadam nad brzegiem, biorę ją na kolanka, głaszczę i motywuję jaka ona to dzielna, kochana i daje radę. Niestety zdaję sobie sprawę, że od teraz nasz powrót będzie wyglądał jak chodzenie z kobietą po galerii handlowej.

DSC00508.jpgDSC00509.jpgDSC00510.jpgDSC00511.jpgDSC00512.jpgDSC00513.jpgDSC00514.jpgDSC00515.jpg

Cdn za chwilkę