Rzeczywiście Bieszczady się zmieniają. Wczoraj zrobiłem sobie trasę wspomnieniową z Cisnej do Komańczy. Wspomnieniową, bo jak policzyłem, ostatnio robiłem ją 24 lata temu. A może 25? Nie poznawałem, normalnie nie poznawałem! Prełuki, ech, przecież wyglądały zupełnie inaczej. W Cisnej rzeczywiście tłumek (obchodzi właśnie swoje dni), ale na szlaku pustki, zapełne pustki. Do jeziorek Duszatyńskich spotkałem jedną parę studentów, potem pojedynczego turystę na nogach i jednego na rowerze. Przy jeziorkach tłum kolonijny i krzyki jak na koncercie. Biedne jeziorka! Tak jak do recona, dobiegły do mnie strzępy rozmów: k....a, po co my tu przyszli, ile będzie z powrotem - 20 km? 10? O k....a, to był idiotyczny pomysł z tym przyjściem, co za debil to wymyślił? Na końcu grupy młodzieniec o wyglądzie 16 latka uczył swoją rówieśnicę palić papierosy: nie musisz puszczać kółek, ruszaj tylko żuchwą. Ech, kolonie...
No nic, trochę odsapnę i znów w Bieszczady. Mam bliziutko, więc nie ma problemu.