25 lipca 2009, sobota
Leje od rana, a może już od nocy? Bieszczady żegnają mnie deszczem. To już koniec… pakuję wszystko, jem śniadanie i o 10 rano spotykam się przed Hotelem Górskim PTTK z Pyrą. Jedziemy do Nasicznego do Mavo, który naszym widokiem jest chyba lekko zaskoczony. Może się przyzwyczaja, że coraz większa grupa ludzi go odwiedza. Wspaniała rodzinka z którą można chyba dni przegadać bo godziny lecą szybciej. Mieliśmy wpaść tylko na pół godzinki a zrobiło się półtorej. Leje nadal potwornie kiedy zarządzam jednak odwrót, żegnamy się wszyscy, ja też z Pyrą i zaczynam powrót do Warszawy.
Mogę podsumować pobyt jako 100 % wykonania zakładanego planu. Nie widziałem cmentarzyka w Maniowie, Buku i Zawoju, ale widziałem kilka innych i spotkałem się z fajnymi ludźmi z Forum. Pogoda dopisała, było słonecznie i wręcz upalnie z jednym popołudniem deszczowym (nie liczę ulewy w dniu wyjazdu). Nic przykrego mnie nie spotkało i nie musiałem szukać interwencji np. w lekach na jakieś zatrucia. Kwatery bez zarzutu i godne polecenia. Finansowo też było spoko, została nawet rezerwa nie ruszona. Cieszę się ze Słowacji, zwłaszcza z tego dwudniowego wypadu Wetlina - Nova Sedlica -Przełęcz Wyżniańska. Trasa godna polecenia.
Teraz spokojne myślenie o wyjeździe w listopadzie, a niedługo trzeba zabrać się za logistykę. W lipcu miało być kilka dni w Mucznem i kilka dni w Wetlinie, wzięła górę jednak ta druga miejscowość. Zostaje więc teraz jechać na kilka dni do Mucznego dla którego zręby logistyki już są. Wszystko zresztą na to wskazuje, że tam pojadę. Fajnie też byłoby 11 listopada zatknąć flagę polską na Krzemieniu. Może swoją świecką tradycję, zrodzoną w zeszłym roku, podtrzymam?
Koniec