Ledwo złapałem rytm marszu gdy ujrzałem kolejną ambonę. Widać, że powstała niedawno. Z niej piękny widok na polanę w dole.
Od tego momentu warunki marszu ulegają systematycznemu pogorszeniu. Ok 30 min. od ostatniego przystanku dochodzę do wyłamanego szlakowskazu. Od południa od strony Daszówki ledwo widoczną ścieżynką dochodzą znaki niebieskie, znaki, które po kolejnych paru minutach odchodzą na północ (przyznam, że nawet nie zauważyłem w którym momencie). Ja idę dalej wzdłuż znakowanej ścieżki rowerowej.
Co chwila spod nóg uciakają sarny. Niestety przy moim refleksie są one znacznie za szybkie aby uchwycić je w aparacie. Zresztą śladów saren i jeleni jest tu pełne mnóstwo i nie dziwię się zresztą temu, gdyż co parę metrów widać upychaną przez leśników do konarów drzew sól, a człowieka w dalszym ciągu na mojej drodze ani widu ani słychu. Droga coraz bardziej błotnista...


Odpowiedz z cytatem