Patrzę na zegarek. To już 5 i pół godz. marszu. Ok. To znaczy, że wycieczka powoli dobiega do końca. Polana duża niestety ogrodzona siatką z bramą. Trochę to psuje efekt. Tuż przy bramie - o ile się nie mylę - pułapka na korniki. Tu zrobiłem błąd. Zamiast iść wzdłuż siatki - skrajem polany - poszedłem dalej błotnistym traktem. Po 10 minutach zorientowałem się, że nie idę w kierunku Żłobka a na Rabe. Wyciągam przewodnik. No tak, polana z ogrodzeniem była ostatnią atrakcją na trasie. Nie chce mi się wracać do góry. Idę dalej w dół. Po 15 minutach dochodzę do skraju lasu. Kolejna ambona. Coraz mniej widoczna ścieżka. Dochodzę do strumyka na małym potoczku. Za nim rozwidlenie. Idę w prawo - błąd po 100 metrach droga kończy się. Wracam i tym razem w lewo. Wychodzę na łąki. Stado owiec pasie się i ze zdziwieniem patrzy na intruza. Kolejny potok, słychać już samochody. To Rabe. Wychodzę koło cerkwi. Zaczyna grzmieć. Na przystanku autobusowym miła informacja - połączenie za 2 godziny. Zaczyna lać jak z cebra. Głupi ma zawsze szczęście - pomyślałem.
Cały marsz zajął mi 6 godzin. Szedłem wolno z częstymi przystankami. Oprócz "Quadowców" - ani żywej duszy. Piękne miejsca na wyciszenie. Błoto - dopiero od drogi schodzącej do Bukowiny/Daszówki. Szlak dość długi ale nie męczący - bardzo małą różnica wzniesień. Najbardziej godny polecenia jest odcinek od pola namiotowego do szlaku niebieskiego w okolicach Równi.


Odpowiedz z cytatem