http://turystyka.gazeta.pl/Turystyka...do_gwiazd.html
Bieszczadzkie połoniny
Fot. Lucyna Borkowska-Ratajczyk
Z Chatki Puchatka na Połoninie Wetlińskiej można zobaczyć śnieżne Tatry, a w pogodną noc z Halicza - światła Lwowa
![]()
Fot. Lucyna Borkowska-Ratajczyk Bieszczadzkie połoniny
![]()
Fot. Lucyna Borkowska-Ratajczyk Bieszczadzkie połoniny
![]()
Fot. Lucyna Borkowska-Ratajczyk Bieszczadzkie połoniny
![]()
Fot. Lucyna Borkowska-Ratajczyk Bieszczadzkie połoniny
ZOBACZ TAKŻE
- Gorce jesienią. Turbat znaczy szalony (13-10-08, 06:00)
- Ziemia świętokrzyska: od sanktuariów do dinozaurów (06-10-08, 06:00)
- W małym Olsztynie (06-10-08, 06:00)
- Rudawski Park Krajobrazowy (06-10-08, 06:00)
- Krosno i okolice. Pod okiem Portiusa (06-10-08, 06:00)
- Dolny Śląsk na rowerach (29-09-08, 06:00)
- Tydzień na Wdzie (22-09-08, 06:00)
- Rowerem wokół Miedwia (22-09-08, 06:00)
W Bieszczadach coraz śmielej poczyna sobie jesień. Prócz grzybów i dzikich jeżyn przy odrobinie szczęścia można jeszcze znaleźć ostatnie, wyjątkowo słodkie jagody - borówczyska przybrały już miejscami rubinowy kolor. Są szybsze niż buki, które ze zmianą barwy czekają na pierwsze przymrozki. Brązowieją liście paproci, ostatnie kwiaty tego lata cieszą oczy fioletem, przyćmionym różem, żółcią. Pod koniec września w lasach brzmiał przejmujący, godowy ryk jeleni. Ci, którzy go słyszeli, schodząc z Rozsypańca, twierdzą, że warto tu przybyć choćby dla tej muzyki bieszczadzkich kniei. O tej porze roku powietrze nabiera niespotykanej latem przejrzystości. Z Chatki Puchatka na Połoninie Wetlińskiej można zobaczyć śnieżne Tatry, a w pogodną noc z Halicza - światła Lwowa. Coraz mniej turystów na szlakach, coraz więcej wolnych miejsc w hotelach, pensjonatach, schroniskach, kwaterach agroturystycznych.
***
Pierwszego dnia witamy się z Tarnicą (1346 m). Wchodzimy od osady Wołosate błękitnym szlakiem. Na łąkach odczuwamy brak towarzystwa koni huculskich z pobliskiej stadniny, chyba pasą się gdzie indziej. Przy krzyżu na szczycie kilkoro turystów. Odpoczywamy, zapatrzeni w zieloną dal. Potem czerwonym szlakiem wędrujemy w stronę Halicza i na Rozsypaniec. Silny wiatr czesze trawy, wyglądają jak rozległe łany dojrzałego zboża. Wąska ścieżka biegnie skosem po zboczu Krzemienia i Kopy Bukowskiej. Trudno się na niej minąć. Gubimy tempo, cieszy nas zmieniająca się panorama gór, robimy zdjęcia. W takich miejscach trzeba się zatrzymać i pozachwycać. Gdy wejdziemy z połonin w las, pozostaną nam już tylko dwie godziny marszu na parking do Wołosatego. Nasłuchujemy, sycimy się ziołowo-leśnym aromatem, obserwujemy motyle i ptaki.
Po kilku godzinach na świeżym powietrzu, nieco obolali, następnego dnia poczynamy sobie mniej forsownie. Poprzez Muczne i Tarnawę Niżną docieramy na parking w nieistniejącej wsi Bukowiec (bez samochodu trudno dojechać). Stąd rozpoczyna się dydaktyczna ścieżka przyrodnicza "W dolinie górnego Sanu". Ślady przeszłości i niezwykły świat przyrody przeplatają się tu w sposób wyjątkowy. Na rozległej polanie, gdzie do końca II wojny światowej istniała wieś Beniowa, uchowała się rozłożysta lipa i fragment starego cmentarza. Cicho i nostalgicznie. Po ukraińskiej stronie, za ledwie widocznym Sanem, sunie pociąg towarowy. Hałas przywraca nas do rzeczywistości. Pozostawiamy ocalałe kamienie, czytamy ponownie tablicę informacyjną opracowaną przez Bieszczadzki Park Narodowy i zmierzamy ku wsi Sianki. Od miejsca, w którym kiedyś istniała ta miejscowość, dzieli nas puszczański fragment ścieżki. Zwalone drzewa, cieki wodne, gąszcz (przed zmrokiem musimy ponownie przebyć tę trasę, innej drogi nie ma). Dalej już łatwiej - dukt śródleśny, następnie ścieżka ku Sanowi. Z Sianek, przedwojennego letniska, które miało połączenie kolejowe z Przemyślem, trzy schroniska, domy wczasowe i pensjonaty, a nawet tor saneczkowy i skocznię narciarską, po polskiej stronie ocalał jedynie cmentarz ze słynnym "grobem hrabiny". To miejsce pochówku niegdysiejszych właścicieli tutejszych ziem - Klary i Franciszka Stroińskich. Wytrwalsi piechurzy kierują się ku Przełęczy Użockiej, do źródeł Sanu. My wracamy - za późno rozpoczęliśmy tę wyprawę.
***
Trzeciego dnia od rana gna nas na połoniny. Tym razem z Ustrzyk Górnych pniemy się czerwonym szlakiem ponownie w stronę Tarnicy. Na Szerokim Wierchu, smagani wiatrem, wystawiamy twarze ku słońcu. Mijają nas mknący w szalonym tempie młodzi ludzie - czy widzą cokolwiek poza ścieżką i własnymi butami? Z przełęczy kierujemy się na Bukowe Berdo (1311m). Szlak niebieski na tym odcinku, pośród traw i skałek, gwarantuje cudowne widoki na rozległe lasy i odległą Połoninę Caryńską. Karłowate drzewa tym razem nie utrudniają wędrówki, ale nieco chronią przed podmuchami wiatru, pozwalają utrzymać równowagę. Szlak wpada w przepastne lasy, dochodzi do miejscowości Widełki, skąd trudno powrócić do miejsca noclegu, chyba że trafi się na życzliwego kierowcę. Warto jednak chociaż raz zmierzyć się z tą trasą. Las jest niezwykle różnorodny, dziki, ścieżka to pnie się pod górę, to opada. Trzeba nawet pokonać bród. Potwierdza się znana prawda - w Bieszczadach nie ma krótkich tras!
Na tegoroczne pożegnanie z górami, tradycyjnie już, wejście od Brzegów Górnych na Połoninę Wetlińską. Stromo, ale przyjemnie i szybko. Tutaj, jak na gwarnej ulicy, a jednak inaczej. Ludzie życzliwi, pogodni, wymieniają pozdrowienia. W schronisku przybył "salonik", chętnie pijemy górską herbatę. Tutaj trzeba posiedzieć, choćby ze względu na pana Lutka, człowieka niezwykłego, który zasiedział się w tym miejscu i ani myśli o dolinach. Maleńką Chatkę Puchatka trudno sobie wyobrazić bez niego!
Pozostało nam jeszcze przejście połoniną do Smereka (1222 m), prawie jak po stole, chociaż wiatr nagina pióropusze traw do kolan i przysłania nimi wąską ścieżkę. Połacie krzewów jagodowych obiecują ostatnie, ulotne smaki minionego lata.
I zejście do Wetliny. Stromo, jak na zmęczone nogi, ale przez las, który urzeka. Połatana ścieżka, pojawiające się nieśmiało kolorowe liście, zapachy ziół, traw, kwiatów, dostojne pnie buków, siedliska jodły. Tędy lubię wędrować powoli, ciesząc się, że znowu tu jestem, że powróciłam, by zaplanować kolejny pobyt.
***
I jeszcze bieszczadzkie wieczory, najchętniej pod gwiazdami, do których tutaj jakby bliżej. A do poduszki polecam przepięknie wydaną w tym roku antologię poezji "Natchnieni Bieszczadem". Sprawdźmy, jak słowem, dłutem czy pędzlem artyści oddają to, co i nam w Bieszczadach udało się przeżyć.









Odpowiedz z cytatem
Zakładki