Ja chciałabym przywieźć z Bieszczadów zielonego anioła uplecionego z połoninnych traw. Były takie niegdyś w Fantasmagorii w Przysłupiu, coś mnie wtedy powstrzymało, pomyślałam, że kupię następny raz, będę miała po co wracać...jakby potrzebny był pretekst, komuś, kto wszedłszy pierwszy raz na Przełęcz Orłowicza zachłysnął się przestrzenią, wolnością i zapadł na Bieszczady sercem, duszą, i czym tam jeszcze, co czuje...Od tej pory wracam, ale anioły spotykam tylko na Połoninie Wetlińskiej, czasem słychać ich szept w szumie traw - ich się na szczęście zabrać nie da, bo tu skrzydla by im opadły lub odpadły.Ale tamtych, uplecionych już nie znalazłam, poza jednym, który wisi u belki w Starym Siole i czuwa nad niepowtarzalną atmosferą tego miejsca. Może ktoś z Was wie, gdzie takowe jeszcze mozna dostać?Pozdrawiam wszystkich uzależnionych od Bieszczad - to jedyny nałóg, z ktorego nie chcę się wyleczyć.


Odpowiedz z cytatem