Pokaż wyniki od 1 do 10 z 39

Wątek: Czas przejścia: Wetlina, Rawki przez Dział

Mieszany widok

  1. #1
    Bieszczadnik Awatar robines
    Na forum od
    01.2005
    Rodem z
    dziura w Beskidzie Małym
    Postów
    441

    Domyślnie Odp: Czas przejścia: Wetlina, Rawki przez Dział

    Aleksandra...
    "wchodzić pod tą stromiznę czy z niej schodzić"

    Ja zdecydowanie wole wchodzic niz schodzic.


    Cytat Zamieszczone przez Pyra.57 Zobacz posta
    Do tej trasy przymierzam się od trzech lat ale chcą ją robić w czerwcu Długość dnia ma decydujące znaczenie a w czerwcu jest on jednak znacznie dłuższy.
    W czerwcu,to zrób tak: Wyjście z Wetliny(Górski)ok.24 godz.Wschód słońca na Dużej Rawce(bajka),na Kremenarosie ok.3 godzinne kimanko.Śniadanko,Gładysz,Czoło i Rabia.Przed wieczorem jesteś na big naleśniku zapitym Żywcem w "centrum" Wetliny. POLECAM
    Ostatnio edytowane przez robines ; 25-08-2008 o 21:20
    Jedzmy gówna, przecież miliony much nie mogą się mylić.

  2. #2
    Bieszczadnik Awatar Pyra.57
    Na forum od
    08.2006
    Rodem z
    stolica Pyrlandii
    Postów
    1,596

    Domyślnie Odp: Czas przejścia: Wetlina, Rawki przez Dział

    Cytat Zamieszczone przez robines Zobacz posta
    ...Przed wieczorem jesteś na big naleśniku zapitym Żywcem w "centrum" Wetliny. POLECAM
    A szczerze mówiąc najlepsze big naleśniki z jagodami i bitą śmietaną dawno temu serwowali w schronisku pod Rawką. Jeszcze teraz z rozrzewnieniem ogladam od czasu do czasu zdjęcia z tymi wyśmienitymi naleśniakmi szkoda, że ich już tam nie ma. A co do twojej propozycji to warta grzechu chociaż trochę to hard-core.

    pozdrawiam
    Marek

  3. #3
    Bieszczadnik Awatar robines
    Na forum od
    01.2005
    Rodem z
    dziura w Beskidzie Małym
    Postów
    441

    Domyślnie Odp: Czas przejścia: Wetlina, Rawki przez Dział

    Cytat Zamieszczone przez Pyra.57 Zobacz posta
    A szczerze mówiąc najlepsze big naleśniki z jagodami i bitą śmietaną dawno temu serwowali w schronisku pod Rawką. Jeszcze teraz z rozrzewnieniem ogladam od czasu do czasu zdjęcia z tymi wyśmienitymi naleśniakmi szkoda, że ich już tam nie ma. A co do twojej propozycji to warta grzechu chociaż trochę to hard-core.
    Te same zjesz teraz w Starym Siole(no może "klimacik" gorszy ale naleśniki równie dobre).Co do wyprawy pół-nocnej to naprawde luzik,wart grzechu,tylko na fajną pogodę dobrze jest się wstrzelic.
    Jedzmy gówna, przecież miliony much nie mogą się mylić.

  4. #4
    Bieszczadnik Awatar Aleksandra
    Na forum od
    09.2002
    Rodem z
    Warszawa
    Postów
    948

    Domyślnie Odp: Czas przejścia: Wetlina, Rawki przez Dział

    Cytat Zamieszczone przez robines Zobacz posta
    W czerwcu,to zrób tak: Wyjście z Wetliny(Górski)ok.24 godz.Wschód słońca na Dużej Rawce(bajka),na Kremenarosie ok.3 godzinne kimanko.Śniadanko,Gładysz,Czoło i Rabia.Przed wieczorem jesteś na big naleśniku zapitym Żywcem w "centrum" Wetliny. POLECAM
    W najbliższym czerwcu spróbuję, tej wersji jeszcze nie testowałam, no i zimy...

    pozdrawiam
    A.
    "niech będą błogosławione wszystkie drogi proste, krzywe, dookolne…"
    http://takiewedrowanie.blogspot.com/

  5. #5
    Forumowicz Roku 2018
    Kronikarz Roku 2018
    Forumowicz Roku 2017
    Kronikarz Roku 2014
    Ekspert Roku 2013
    Korespondent Roku 2008
    Awatar sir Bazyl
    Na forum od
    09.2005
    Rodem z
    Resmiasto
    Postów
    3,230

    Domyślnie Odp: Czas przejścia: Wetlina, Rawki przez Dział

    Cytat Zamieszczone przez Aleksandra Zobacz posta
    ...tej wersji jeszcze nie testowałam, no i zimy...

    pozdrawiam
    A.
    Kiedyś, w czasach gdy zimą na szlaku śniegu było po samą najjaśniejszą a po bokach w ..., gdy skutymi rzekami szło się ode wsi do wsi, gdy niedźwiedzie spały jak na niedźwiedzie przystało a nie wałęsały się śnięte tędy i owędy, wybraliśmy się tym szlakiem w kierunku od Wetliny przez Dział ku Rawkom. Jeszcze przed świtem wyruszyliśmy samochodem z Rzeszowa w Bieszczady, tyle że przez Lubaczów celem odebrania męża żonie i ojca dzieciom i tym samym wzmocnienia naszych szeregów. Około godziny jedenastej porzuciliśmy na parkingu przed hotelem samochód zostawiając informację, iż za cztery dni mamy nadzieję go odebrać.
    Do pierwszej polanki dotarliśmy migiem, więc odpaliliśmy kuchenkę na kawusię i tak sobie siedząc i siorbiąc napar przepuszczaliśmy dzienny czas. Pogoda żyleta, w planie na dziś dojście tylko do schroniska Pod Rawkami więc po co się spieszyć? Po kilkudziesięciu minutach ruszyliśmy dalej i się zaczęło! Lasem to jeszcze pikuś – śniegu ciut powyżej kolan ale jakoś się pchało a drzewa po bokach to tylko migały co kilka minut . Ale jak wiecie jest tam mnóstwo cudnych polanek. I one to, te cudne właśnie, były przyczyną wszystkiego co nastąpiło później! Na nich to słoneczko operując przysmażało wierzchnią warstwę a mrozik ścinał ją w skorupkę. Warstwa ta była sakramencko upierdliwa i co tu dużo mówić, sparaliżowała skutecznie nasz do tej pory rączy marsz. Każdy krok kończył się zapadnięciem powyżej kolan z przyblokowaniem nogi tuż powyżej kolana. Następnie nóżka na skorupkę i hop do góry, podryw dociążonego plecakiem ciała by drugą wydobyć na powierzchnię, i już prawie stoi, i już się micha cieszy, i dup bez żadnego ostrzeżenia! i już ta pierwsza z powrotem poniżej poziomu, ale za to całe dwadzieścia centymetrów dalej. I tak bez litości, aż do końca każdej polanki. Czas przejścia takiej polanki z 3-5 minut czasu letniego wydłużał się do 15- 30 minut w zależności od głębokości śniegu pod skorupką. Czegośmy to nie próbowali: to ciągnięcie plecaka za sobą, to marsz na czworaka, to czołganie, byle do ściany lasu, byle zyskać kolejne kilka metrów. W takich to różnych pozach zastali nas na szlaku dwaj wędrowcy pochodzący z kraju depresji, tulipanów i wiatraków. A oni to sobie koło nas właściwie przebiegli! Pyk, pyk, pyk – pyk, pyk, pyk i po polance! No to ja wtedy pierwszy raz zobaczył co to są rakiety śnieżne i zapałał do nich żądzą posiadania! Oni na tym ustrojstwie przebierają nóżkami ot tak, od niechcenia i pokonują całe jakże ogromne śnieżne pole niczym jakoweś odrzutowce a nam tu pot z dupy spływa a drogi nic nie ubywa! Cholerni Holendrzy! Mięczaki! – cedziliśmy przez zęby a ze łzami w oczach. Kole wieczora zapadł zmrok ale nic to! Łysy, co prawda w stanie szczątkowym ale dzielnie przyświecał a i dalekie planety również dawały z siebie wszystko. Nocka zapadła a do zboczenia na schronisko jeszcze spory szmat drogi więc by troszkę przyśpieszyć odciążyliśmy jednego z nas, który to ze względu na podwyższony stan wagi ciała zapadał się najgłębiej i najczęściej. Po upchaniu jego dobytku do naszych plecaków ruszyliśmy w dalszą drogę. Jak się okazało dotychczasowe mordęgi były li tylko przygrywką do tego co miało nastąpić teraz.
    (na razie muszę przerwać, dzieciątko domaga się bajki)
    "Rozum mówi nie raz: nie idź, a coś ciągnie nieprzeparcie i tylko słaby nie ulega; każdy z nas ma chwile lekkomyślności, którym zawdzięcza najpiękniejsze przeżycia." W. Krygowski

  6. #6

    Domyślnie Odp: Czas przejścia: Wetlina, Rawki przez Dział

    Cytat Zamieszczone przez sir Bazyl Zobacz posta
    No to ja wtedy pierwszy raz zobaczył co to są rakiety śnieżne i zapałał do nich żądzą posiadania!
    No i co? Teraz po śniegu chodzisz w rakietach?

  7. #7
    Forumowicz Roku 2018
    Kronikarz Roku 2018
    Forumowicz Roku 2017
    Kronikarz Roku 2014
    Ekspert Roku 2013
    Korespondent Roku 2008
    Awatar sir Bazyl
    Na forum od
    09.2005
    Rodem z
    Resmiasto
    Postów
    3,230

    Domyślnie Odp: Czas przejścia: Wetlina, Rawki przez Dział

    Cytat Zamieszczone przez andrzej627 Zobacz posta
    No i co? Teraz po śniegu chodzisz w rakietach?
    Śniegi teraz mizerne, choć nie do końca. Rakiety mam ale i tak się w tym roku przejechałem: Bazyl sobie - rakiety sobie. Ale to już inna historia....

    No to kontynuuję poprzednią:
    Początkowo coś jakby zaczęło górą huczeć. Wkrótce niebo zasnuło się czarnymi chmurami i stała się ciemność, że oko wykol. W rękach naszych bohaterów (ale zaszalałem) pojawiły się może nie srebrne lecz blaszanne, chińskie czy jakie latarki prując mroki nocy snopem światła długim prawie na pięć metrów.
    Tak mniej więcej w czasie dobranocki czy też dziennika rozpętała się burza śnieżna. Potężny wicher i gęsty śnieg spowodował, iż widoczność spadła do wyciągniętej ręki czyli do odległości na macanta. Problemem nie było wypatrzenie znaków na oblepionych śniegiem drzewach gdyż po prostu nie było widać drzew. Ponieważ w takiej, że jej nie nazwę po imieniu zamieci nie sposób było odnaleźć właściwej drogi, po krótkiej wymianie zdań a raczej jednoznacznej gestykulacji (charakterystyczne poziome ruchy ręką po szyi, kciuk skierowany ku dołowi itd.) postanowiliśmy schodzić lasem na północ, by dotrzeć do dużej obwodnicy.
    Troszkę niżej, w lesie zrobiło się ciut spokojniej lecz śniegu jeszcze więcej. Na szczęście bez skorupki. Mimo, iż spadek terenu teoretycznie umożliwiał długie skoko-kroki w dół, to jednak należało iść czujnie i ostrożnie, gdyż co i rusz stopy lądowały wśród ukrytych pod śniegiem zwalonych konarów drzew, a ewentualna kontuzja mogłaby znacznie skomplikować naszą sytuację. Po kilku kwadransach dotarliśmy w końcu do otwartych przestrzeni. Co prawda na tą chwilę nie można było określić dokładnie w którym jesteśmy miejscu, lecz sam fakt, iż do drogi nie może być już daleko spowodował napływ nowych sił. Niestety na tych łąkach wytworzyła się jakże ulubiona przez nas podstępna warstewka. A przez chwilę wydawało się, że to już koniec, że już właściwie to tylko drogą. A tu rąb się dalej człowiecze po nocy!
    Okazało się, że schodzimy przez wierch 866, z którego można było już dostrzec linię drogi. Widzieć to jedno, dojść to całkiem inna bajka. „Wkrótce” jednak niczym nocne widma wypełzliśmy z jaru potoku na drogę.
    Ostatni z nas, po wyjściu na dużą obwodnicę uklęknął, przeżegnał się i ucałował zmarzlinę pokrywającą asfalt (i już nigdy z nami nie pojechał – ciekawe dlaczego?).
    Była godzina 22.40
    To tak gwoli czasów zimowych przejść na rzeczonym odcinku.
    Ostatnio edytowane przez sir Bazyl ; 26-08-2008 o 23:29
    "Rozum mówi nie raz: nie idź, a coś ciągnie nieprzeparcie i tylko słaby nie ulega; każdy z nas ma chwile lekkomyślności, którym zawdzięcza najpiękniejsze przeżycia." W. Krygowski

  8. #8
    Bieszczadnik Awatar Aleksandra
    Na forum od
    09.2002
    Rodem z
    Warszawa
    Postów
    948

    Domyślnie Odp: Czas przejścia: Wetlina, Rawki przez Dział

    Cytat Zamieszczone przez sir Bazyl Zobacz posta
    Była godzina 22.40
    To tak gwoli czasów zimowych przejść na rzeczonym odcinku.
    Tak- czasy zimowe..., dzięki za historię.
    Odcinek Wetlina, Dział, Rawki, Ustrzyki G. pewnego sylwestrowego dnia przeszłyśmy o czasie o godzinę - czy półtorej dłuższym niż podawany. Okoliczności przyrody były inne, choć właśnie na tych polankach najbardziej - w swoim zimowym chodzeniu -odczułam zapadanie się w owej skorupie. Ale byłyśmy w lepszej sytuacji, plecaki były "lekkie".
    Znacznie gorszy był powrót obwodnicą - szklanka taka, że miałyśmy ogromne trudności w podchodzeniu... nic nas nie mogło zabrać, bo samochody się cofały. Dopiero, przed Wetliną, złapałyśmy kogoś kto jechał z Nasicznego. W ten sposób zdążyłyśmy za pięć 12.00. Zdążyłyśmy przywitać Nowy Rok
    "niech będą błogosławione wszystkie drogi proste, krzywe, dookolne…"
    http://takiewedrowanie.blogspot.com/

  9. #9
    sturnus
    Guest

    Domyślnie Odp: Czas przejścia: Wetlina, Rawki przez Dział

    no Piotr, te 9 godz. to raczej w tempie że łzy w oczach i komary na zębach... szedłem 2 tygodnie temu z Wyżniańskiej. 11 godz. ale z garbem na maxa... doliczając dział dziwnym trafem każdy dolicza tylko czas.. a doliczyć należy zmęczenie jeszcze :) dziewięć godzin? możliwe dla bardzo dobrego piechura, pod warunkiem że pogoda dopisze i bez większego obciążenia... ale po co? rekordu ustanawianie? ale i wytrawny piechór moze się wyłozyć... na "golca" nie da się iść... choćby jedzonko na cały dzionek... no i wody kilka literków też waży.. bo po drodze strumyków niet! :( a jesli przygrzeje??? z koleji schodząc do strumyków stracimy troche czasu... no i jakiś sprzęcik na załamanie pogody by się zdał... choć coraz więcej spotyka się ludzi którzy uważają że tylko buty i kurtka wystarczą... ważne by salomona lub innej drogiej marki i już można iść na całodzienny szlak... moje wędrowanie tą trasą zakończyło się burzą (tą bieszczadzko-anielską) ale na koncert SDM zdążyłem :)

    pozdrawiam

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Jaworzec - UG - czas przejścia
    Przez Jacoslaw w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 18
    Ostatni post / autor: 07-05-2010, 00:37
  2. Trasa i przejścia graniczne
    Przez efes w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 10
    Ostatni post / autor: 19-07-2009, 22:27
  3. Przejścia graniczne
    Przez marex w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 29
    Ostatni post / autor: 02-06-2009, 12:53
  4. Wstępne planowanie trasy [UG - Rawki - Wetlina - UG]
    Przez medusa w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 12
    Ostatni post / autor: 24-01-2008, 21:05
  5. Przejścia graniczne
    Przez reniula w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 2
    Ostatni post / autor: 07-06-2006, 11:51

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •