Nie,teraz przecież opowiada dziecku bajkę.....
WUKA
www.wukowiersze.pl
Śniegi teraz mizerne, choć nie do końca. Rakiety mam ale i tak się w tym roku przejechałem: Bazyl sobie - rakiety sobie. Ale to już inna historia....
No to kontynuuję poprzednią:
Początkowo coś jakby zaczęło górą huczeć. Wkrótce niebo zasnuło się czarnymi chmurami i stała się ciemność, że oko wykol. W rękach naszych bohaterów (ale zaszalałem) pojawiły się może nie srebrne lecz blaszanne, chińskie czy jakie latarki prując mroki nocy snopem światła długim prawie na pięć metrów.
Tak mniej więcej w czasie dobranocki czy też dziennika rozpętała się burza śnieżna. Potężny wicher i gęsty śnieg spowodował, iż widoczność spadła do wyciągniętej ręki czyli do odległości na macanta. Problemem nie było wypatrzenie znaków na oblepionych śniegiem drzewach gdyż po prostu nie było widać drzew. Ponieważ w takiej, że jej nie nazwę po imieniu zamieci nie sposób było odnaleźć właściwej drogi, po krótkiej wymianie zdań a raczej jednoznacznej gestykulacji (charakterystyczne poziome ruchy ręką po szyi, kciuk skierowany ku dołowi itd.) postanowiliśmy schodzić lasem na północ, by dotrzeć do dużej obwodnicy.
Troszkę niżej, w lesie zrobiło się ciut spokojniej lecz śniegu jeszcze więcej. Na szczęście bez skorupki. Mimo, iż spadek terenu teoretycznie umożliwiał długie skoko-kroki w dół, to jednak należało iść czujnie i ostrożnie, gdyż co i rusz stopy lądowały wśród ukrytych pod śniegiem zwalonych konarów drzew, a ewentualna kontuzja mogłaby znacznie skomplikować naszą sytuację. Po kilku kwadransach dotarliśmy w końcu do otwartych przestrzeni. Co prawda na tą chwilę nie można było określić dokładnie w którym jesteśmy miejscu, lecz sam fakt, iż do drogi nie może być już daleko spowodował napływ nowych sił. Niestety na tych łąkach wytworzyła się jakże ulubiona przez nas podstępna warstewka. A przez chwilę wydawało się, że to już koniec, że już właściwie to tylko drogą. A tu rąb się dalej człowiecze po nocy!
Okazało się, że schodzimy przez wierch 866, z którego można było już dostrzec linię drogi. Widzieć to jedno, dojść to całkiem inna bajka. „Wkrótce” jednak niczym nocne widma wypełzliśmy z jaru potoku na drogę.
Ostatni z nas, po wyjściu na dużą obwodnicę uklęknął, przeżegnał się i ucałował zmarzlinę pokrywającą asfalt (i już nigdy z nami nie pojechał – ciekawe dlaczego?).
Była godzina 22.40
To tak gwoli czasów zimowych przejść na rzeczonym odcinku.
Ostatnio edytowane przez sir Bazyl ; 27-08-2008 o 00:29
"Rozum mówi nie raz: nie idź, a coś ciągnie nieprzeparcie i tylko słaby nie ulega; każdy z nas ma chwile lekkomyślności, którym zawdzięcza najpiękniejsze przeżycia." W. Krygowski
Tak- czasy zimowe..., dzięki za historię.
Odcinek Wetlina, Dział, Rawki, Ustrzyki G. pewnego sylwestrowego dnia przeszłyśmy o czasie o godzinę - czy półtorej dłuższym niż podawany. Okoliczności przyrody były inne, choć właśnie na tych polankach najbardziej - w swoim zimowym chodzeniu -odczułam zapadanie się w owej skorupie. Ale byłyśmy w lepszej sytuacji, plecaki były "lekkie".
Znacznie gorszy był powrót obwodnicą - szklanka taka, że miałyśmy ogromne trudności w podchodzeniu... nic nas nie mogło zabrać, bo samochody się cofały. Dopiero, przed Wetliną, złapałyśmy kogoś kto jechał z Nasicznego. W ten sposób zdążyłyśmy za pięć 12.00. Zdążyłyśmy przywitać Nowy Rok![]()
"niech będą błogosławione wszystkie drogi proste, krzywe, dookolne…"
http://takiewedrowanie.blogspot.com/
no Piotr, te 9 godz. to raczej w tempie że łzy w oczach i komary na zębach... szedłem 2 tygodnie temu z Wyżniańskiej. 11 godz. ale z garbem na maxa... doliczając dział dziwnym trafem każdy dolicza tylko czas.. a doliczyć należy zmęczenie jeszcze :) dziewięć godzin? możliwe dla bardzo dobrego piechura, pod warunkiem że pogoda dopisze i bez większego obciążenia... ale po co? rekordu ustanawianie? ale i wytrawny piechór moze się wyłozyć... na "golca" nie da się iść... choćby jedzonko na cały dzionek... no i wody kilka literków też waży.. bo po drodze strumyków niet! :( a jesli przygrzeje??? z koleji schodząc do strumyków stracimy troche czasu... no i jakiś sprzęcik na załamanie pogody by się zdał... choć coraz więcej spotyka się ludzi którzy uważają że tylko buty i kurtka wystarczą... ważne by salomona lub innej drogiej marki i już można iść na całodzienny szlak... moje wędrowanie tą trasą zakończyło się burzą (tą bieszczadzko-anielską) ale na koncert SDM zdążyłem :)
pozdrawiam
Nie, żadne rekordy, nie po to się chodzi po górach (na ogół, bo rekord czerwonego z Komańczy do końca to chyba 11h, albo juz mniej) Pożyjemy-zobaczymy, chodzę raczej słusznym tempem i bez obiążenia (woda, kurtka, latarka, aparat i w zasadzie tyle) Zakładam 9h ale mi na tym czasie nie zależy - może byc 11h. Dam znać jak poszło. Pierwszy idzie Hern, zobaczymy jak jemu wyjdzie.
te 9h jest normalnie (okczywiscie zakladajac szybkie tempo) do zrobienia -raz szlismy ze znajomymi 9:30 z tym ze jeden z nas byl troche slabszy stad kilka razy na niego czekalismy- fakt ze trochę potu za kolnierz wylalem - ale da sie zrobic
a co do zimy- w zimie to samo al 16 godzin :) fakt ze bylo -20 i wialo jak chlera - ale zmeczenie wtedy to juz czulem porzadne
Toż tego nie neguję...
zastanawiał mnie tylko sens tego...Zamieszczone przez sturnus;
gdzież te stare dobre czasy, kiedy to słabszy dyktował tempo?
Zimą, po ciemnicy, w zawieje... no cóż... GOPR musi mieć kogo szukać czasami... :)
pozdrawiam
P.S.
I na poważnie radziłbym przypomniec sobie parę "złotych" regół co do wypraw.. nie tylko górskich...
>>>zastanawiał mnie tylko sens tego...
cuż- to był ten raz 9,30 godzinny - ale byly tez inne dwudniowe np - raz chodzi sie wolniej raz szybciej w zaleznosci od potrzeb nieprawdaz ?
>>>gdzież te stare dobre czasy, kiedy to słabszy dyktował tempo?
właśnie on dyktował- może nie na przedzie- jeden z nas szedl z nim w tyle - mieli swoje tematy do obgadania a reszta czekala na nich co kwadrans(lub dwa w zaleznosci od terenu) marszu wiec mysle nie jest to chyba jakies bardzo powazne uchybienie ??
>>Zimą, po ciemnicy, w zawieje... no cóż... GOPR musi mieć kogo szukać czasami... :)
oczywiscie nie pochwalam jakis wyjsc "w ciemno" w nocy- jednak to nie bylo tak ze szlismy na sile - bylismy przygotowani na nocleg- byl namiot,spiwory itp - ale skoro czulismy sie dobrze i byly checi wiec czemu nie przejsc sie jeszcze kawalek ( i posmakować piwka gżanego na finiszu u kumpla) ??:)
pozdrwaiam
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)