Witam wszystkich pasjonatów Bieszczad.
Wizytowałem Bieszczady w dniach 11-14.09.2008. Na początku było znośnie, ale 13.09 pogoda nas załatwiła. Robiliśmy szlak Widełki-Bukowe Berdo-Tarnica. Na Krzemieniu krzaki z oblodzonymi liśćmi, mały hardcorek jak na wrzesień. Zimno, bardzo zimno, do tego mocno wiało. Kiedy schodziłem do Wołosatego ubrany w czapę z naciągniętym kapturem, rękawiczki itp. ludzie patrzyli na mnie jak na schiza.
Z Wołosatego ciągnęły ludziki w klapeczkach i kaszkietówkach. Na dole w Wołosatym faktycznie był lajcik, ale na górze hebel. Musieli mieć mały surprise po wejściu na szczyt...hehe, w każdym razie uradowany dotarłem na dół, bo w pewnym momencie na Krzemieniu miałem serdecznie dość, tym bardziej że zjadłem wszystkie batoniki i banany, a jedyne co mi zostało to lodowata woda w butelce
Przy okazji pozdrowienia dla kierowcy busa, który wiózł mnie z Wetliny do Cisnej, prawdziwy bieszczadzki pasjonat z krwi i kości, aż miło posłuchać.
Tenże kierowca zasugerował mi, by lepiej jeździć w październiku, we wrześniu często trafia się długo trwający przełom pogody, ponoć właśnie październik jest zdecydowanie lepszy.


Odpowiedz z cytatem