hehe oki już zdaje relacje, chcieliście to macie
ja wizytowałam w Bieszczadach w zasadzie od 14 (pierwszy dzień wyjścia na szlak) do 18 (19 wychodziłyśmy z koleżanką z Bacówki Jaworzec w kierunku jakiejś drogi)
Z Gdańska, jak już gdzieś wcześniej napomkłam, pojechałyśmy do Przemyśla, stamtąd do Ustrzyk Dolnych.
była już gdzieś godzina 21 więc stwierdziłyśmy że lepiej się tu zatrzymać (mimo że jak wysiadłyśmy z autobusu, podeszła do nas jakaś pani i powiedziała, że słyszała że jedziemy do Górnych, więc jak coś może nas zabrać
zostałyśmy jednak w Dolnych i następnego dnia rano miałyśmy autobus do Górnych.
w Górnych prosto z autobusu czerwonym szlakiem na Tarnice. o jakże zdziwione byłyśmy, gdy na jakimś słupie z zaznaczonym szlakiem zobaczyłyśmy pierwszy lód
wyżej to już tylko mroźniej, wiało okrutnie i lodu na słupkach coraz więcej.
Na szczycie krzyż był już całkiem nieźle oblodzony, nawet kawałki lodu spadały (z czego jednak się wszyscy cieszyli wmawiając sobie, że temperatura rośnie heh)
widoki... hmm... no nie było widać za wiele, generalnie mgła, co jednak też ma swój klimat.
Stojąc na górze można sobie wyobrazić, że się jest naprawdę wysoko
tu zorientowałyśmy się, że nasza rosyjska kuchenka na benzyne przestała działać heh
W taką pogodę nie było już zabardzo sensu wchodzić na Halicz i robić tej pętelki czerwonym więc zeszłyśmy niebieskim. Niżej pokazały się w końcu jakieś widoki:) spotkałyśmy też dwóch stałych bywalców, którzy zwrócili naszą uwagę na jagody (całkiem niezłe).no i niżej na przełęczy pasły się konie – widok cudo J (w pobliżu studni - nie wiem czy ten odcinek się jakoś nazywa)
Dalej podjechałyśmy stopem do Górnych i zatrzymałyśmy się w Kremenarosie (gleba całkiem przyjemna, dostałyśmy materace )
W poniedziałek rano wyruszyłyśmy niebieskim na Małą i Wielką Rawke (schodządz jeszcze do Krzemieńca) i docelowo do Bacówki Pod Małą Rawką.
Tego dnia już padało
Nie mogę wam napisać czy odcinki, którymi chodziłyśmy były trudne bo i się za bardzo na tym nie znam, a poza tym jakoś szybko zapominam ...chociaaż ten na Wielką Rawkę przez chwilę ma dość ostre kamieniste podejście (dość ciekawe jak jest ślisko)
Mało większych widoków ale lasy są genialne jak parują w czasie deszczu. No bo widoki to powtórka z rozrywki – mgła, mgłą, mgła
Na Rawce pamiętam, że znowu okrutnie wiało. Tu pojawiło się pierwsze zwątpienie w głosie mojej towarzyszki i myśl żeby wracać do Gdańska.
Ostatecznie dotarłyśmy do Bacówki ( i tu w końcu też jakieś widoki).
Bacówka super – polecam naprawdę. Nie przepadam za piwem, ale to z jajem naprawdę dobre .. i bigosik też :)
Ludzie super i w nocy włączyli ogrzewanie więc do rana wszyscy się wysuszyliJ
We wtorek dość późno zdecydowałyśmy się na wyjście (zaznczam, że nieustannie pada).
Weszłyśmy zielonym na Połoninę Caryńską (widać tyle co przed nami ) i czerwonym do Brzegów Górnych. Znowu jakieś widoki, chociaż tyle. Tu liczyłyśmy też na jakiś sklep, ale był tylko przystanek
Z Brzegów podjechałyśmy stopem (naprawdę szybko biorą, nawet mimo deszczu) do wejścia w kierunku Schroniska.
Kolejny wieczór w Bacówce Pod Małą Rawką (znowu się suszymy, ogrzewanie działaJ ), gorące kakao smakuje jak nigdy J
W środę bierzemy plecaki i idziemy zielonym do Wetliny (ciągle pada).
Tu się orientujemy, że idąc w drugą stronę, nie zauważyłyśmy małego wodospadu i słyszymy pierwszy raz nawoływania jeleni J
Na Małej Rawce tym razem już śnieg mało bo mało ale jednak. I oblodzone krzaki. Moje traperki do tej pory nie przemakalne (treki wielu ludziom przemakają dużo szybciej) tu dają za wygraną. Załatwia nas trawa.
Później kawałek szosą i jesteśmy w schronisku PTTK (powiem że średnie, brak klimatu, ludzie raczej nie żyją górami, tyle że tanio – łóżko 15 zł).
W piątek decydujemy się późno i ruszamy na Połonine Wetlińską. Podjeżdżamy busem do Brzegów Górnych i wchodzimy czerwonym na Wetlińską. Oczywiście pada, mgła i błoto
Dochodzimy do Chatki Puchatka (szczerze w Rawce bardziej mi się podoba), pijemy herbatę i ruszamy dalej bo już późno jak na taką wędrówkę.
W połowie Wetlińskej już byłam ostro wkurzona hhehehe.. w taką pogodę i mnie dopada, ale schodząc wnerw przechodzi i jest wesoło
Schodzimy na czarny szlak.. i ten to już dobrze pamiętam
Trawa nas do końca załatwia, ciągle pada.. ale mimo to dostrzegamy powolne zmiany koloru liści (zwłaszcza na jagodach – nabierają czerwonego koloru).
Przez jakiś odcinek nie ma szlaku, ale w końcu się znajduje. W lesie już mniej trawy, ale nadrabiamy błotem...
Niedaleko odbicia do Bacówki Jaworzec spotykamy dwoje ludzi, którzy zgubili szlak (jest tam taki odcinek gdzie idzie się taką szerszą drogą i w pewnym momencie szlak odbija w prawo w małą dróżkę, łatwo można ominąć). Tu się robi ciekawie bo ścieżka dość zarośnięta i błoto, błoto, błoto
Do Bacówki docieramy już całkiem późno, ale widoki wokół niej genialne.
Ściągamy w końcu nasze „stuptupy” zrobione z worków na śmieci i taśmy (sprawdzają się, ale najwyżej przez pierwsze dwie godziny w takich warunkach).
Aaaaaaale jaka nagroda... w schronisku z właścicielami i z nami włącznie z osiem osób:)
W kominku napalone, prąd tylko przez chwile włączony więc kolacja przy świecach:)
Wieczorem pijemy kakao i siedzimy przy kominku. schronisko, ludzie, klimat superJ
Przed południem wyruszamy do domu. Po krótkim odcinku zarośniętej, błotnnistej ścieżki całkiem sympatyczna (mimo że już asfaltowa) droga, z płynącą po lewej Wetliną. Docieramy do Kalnicy i dalej już różnymi środkami lokomocji
Taaaaaaaaaaaaaaaaak oto cudnie mimo pogody spędziłyśmy czas.
Zamierzam oczywiście wrócić.. no i jeszcze coś zobaczyć poza mgłą

Mam nadzieję, że nie zanudziłam. Pozdraaaawiam