Serio nie widzisz sarkazmu? Gdyby tabliczki chroniły drzewa tak jak gwoździe, to nie byłoby wycinki "pomnikowych" drzew na Pogórzu, wbrew wcześniejszym zapewnieniom LP o ich zachowaniu, a więc nie byłoby "dzikiego" nabijania gwoździ w pnie.
Nie tyle "przy drewnie", co przy drzewie. Od dziecka. I byłem świadkiem (a po części uczestnikiem) wypadku przy ścince. A Ty?
Sorry, nie zauważyłem. Odniosłem się stricte do wpisu, jakoby tabliczki przybijane miały być zamachem. Tabliczkę widać od razu (abstrahując od niedorzeczności cięcia takiego drzewa), gwoździe powbijane - niekoniecznie.
A jeszcze mam wątpliwości, czy każde drzewo pomnikowe z automatu staje się pomnikiem przyrody, oznaczanym wspomnianą tabliczką?
Czytałem też wyjaśnienia LP o wycince niektórych z tych pomnikowych, widziałem zdjęcia - nie mówię, że na 100%, ale mogą oni mieć rację.
Od dziecka robiąc przy drzewie (czyli ścinka) to byłbyś chyba świadkiem więcej niż jednego wypadku - taka moja wątpliwość.
Ja robię przy drewnie - co roku, od ponad 20 lat przerabiam na opał 10-12mp...
Chyba, że odpadnie albo zostanie zerwana z drzewa (abstrahując od wielkości gwoździ rzecz jasna)...
Nie każde. Musi być zawnioskowanie do Woj. Konserwatora Przyrody o uznanie za pomnik przyrody (dlatego "pomnikowe" daję w cudzysłowie).
Racja jest jak doopa - każdy ma swoją. LP to korporacja nastawiona na maksymalizację zysków z pozyskania surowca drzewnego. Tak jest, było i będzie. Kwestie zasad i rentowności gospodarki leśnej w górach, zależności mikroekonomicznych lokalnych społeczności, to temat-morze. Jedno jest oczywiste: państwowa korporacja (czytaj: jej menagerowie, decydenci) gospodarująca na gruntach i mieniu Skarbu Państwa powinna działać w 100 proc. transparentnie i podlegać wnikliwej i powszechnej kontroli społecznej. Dotyczy to nie tylko LP, ale również a właściwie przede wszystkim parków narodowych, które są jak LP "państwami w państwie".
Robiłem od czasu do czasu w rodzinnym lesie lata temu. Sytuacji wypadkowych było więcej, ale nie liczę takich, że ktoś komuś przejechał piłą po gumiaku, czy spadająca gałąź rękę przetrąciła. Jeden wypadek wystarczy na całe życie: podcięty a nie do końca odcięty od pniaka smrek zawiesił się na sąsiednich, ciupkanie siekierą skończyło się dla delikwenta odbiciem pnia w górę, szczęście w nieszcześciu, że wahną 2-3 cm dalej od głowy i nie urwał szczęki, tylko rozwalił nos, trafiony padł na wznak, jak nie żywy, z fontanną "kawy z ekspresu".
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)