"kto je tutaj siał?...i co to za roslinka?" -
topinambur - poletko łowiecke
"kto je tutaj siał?...i co to za roslinka?" -
topinambur - poletko łowiecke
...jeno być niewidzialny jak Ten co mnie stworzył
cyt. topinambur "...W Polsce rzadko uprawiany jest także jako roślina alternatywna lub przynęta na dziki. Przetwarzany jest na alkohol, kiszonki..."
Faktycznie... dziękuję :D ... ten turysta, któyłrego zaintrygowały te kwiaty stwierdził, że odda je do badań botanikowi... zabawanie wygladał z tym kwatkiem... można było odnieśc wrażenie, że podchodził do tych kwiatów, jak co najmniej do marihuany...aż prosiło się, żeby zażartować :D pozdrawiam :D
Ostatnio edytowane przez Monired ; 26-10-2008 o 19:36
to i ja wtrącę swoje 3 grosze.
Zeszłego lata poszukiwałem ze znajomymi Źródła Sanu po UA stronie. Wiadomo, teren przygraniczny, zezwolenie z zastawy trza mieć. Jakoś się załatwiło tę zgodę na dotarcie do obelisku na granicy przy tym rzekomym źródle; docieramy do szlabanu na Użockiej, a tu klops, nie wolno nam iść do granicy, nacialstwo cofnęło zgodę zastępcy itd. Ale na Opołonek możemy iść ?
-a na zapad to możecie.
Poszliśmy, chaszczując, w kierunku Piniaszkowego, kilka razy pokrzykując pogranicznikom, że do pamiatnika nie idziemy, tylko na zapad...
Oglądamy sie na wszystkie strony, czy nas już nie szukają (parę lat wcześniej w Siankach, jak przeszliśmy za sistiemę, by zobaczyć metrowej szerokości San z bliska, zatrzymano nas na parę godzin aby razbirat sprawu) .
Źródło prawdziwe w końcu znaleźliśmy, szukamy miejsca na nocleg, zeszliśmy z 500 m na pd od granicy. Namiot, jedzonko itd. Jak dotąd nas UA pogranicznicy nie znaleźli (i pewnie nie szukali)
Kładziemy się... fajnie się wyciągnąć... pociąg słychać ! . OK linia do Użgorodu ze 200 m stąd. Parę minut później stąpanie ! Nie jakieś szelesty, trzaski tylko wyraźne. Lewa, prawa, lewa, prawa...
Wydaje się, że 1 m od namiotu ! Wyglądam na zewnątrz; nic, kładę się... parę minut; znowu KTOŚ CHODZI...
i druga przygoda dwa dni później:
śpimy pod namiotem nad wsią Lubna (to po drugiej stronie granicy niż Wołosate) . Wcześniej z trudem przekonaliśmy UA pogranicznika, że nie chcemy przez zieloną do PL przejść, a tylko przenocować i śmigać w głąb Ukrainy. W końcu zgodził się na biwak w prikordonnej smudze i obiecał, że nas wieczorem odwiedzi, bo miejscowe chłopaki mogą na browara i fajki się wpraszać.
Skoro tak nas postraszył, to zbudowaliśmy sobie wokół namiotu sistiemę z gałęzi bukowych. Leżały obok nacięte i miały suche szeleszczące liście, więc jakby się ktoś chciał przedrzeć, spoko, obudzimy się
W końcu śpimy. Kolo 12-ej przebudzamy się...
ktoś kurna chodzi tuż przy namiocie (sistiema nie zaszeleściła); nie trzaski, nie szelesty, tylko WYRAŹNE krokiNajodwaźniejszy wygląda z latarką - NIC .
Tylko księżyc świeci i się trochę jakby śmieje
W moim przekonaniu w obu przypadkach gryzonie, jeże, bądź jakieś inne licha buszowały przy tych naszych biwakach, a my spodziewaliśmy się - raz pograniczników, drugi raz kwiatu lubniańskiej młodzieży, więc "słyszeliśmy" ich "kroki"
Aby nie było to jednak takie oczywiste :) , to muszę przyznać, że biwaków było dużo, dużo więcej, w rozmaitych miejscach, a kroki słyszeliśmy tylko w tych dwóch przypadkach...
Ostatnio edytowane przez wtak ; 14-01-2009 o 15:20 Powód: int
pozdrówka :-)
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)