Zaraz posypią się gromy.
Dla mnie gps to użądzenie które potrafi mi podać aktualne współrzędne. Więc biorę do lasu palmtopa, uruchamiam TOMTOM, i łażę sobie.
Jak znajdę jakieś fajne krzaki, ambonkę czy inne dziadostwo to "dodaję nowe ulubione", lub "nowe użyteczne miejsce" (hyh), tak czy owak ustrojstwo zapisuje współrzędne, a w domu na spokojnie sobie je odczytuje, i nanoszę na mapę. Dzięki temu, dowiaduję się czy przeoczyłem jakąś przecinkę czy nie itd. To dobra sprawa zwłaszcza dla początkujących wędrowców. Człowiek skupia się na stopniach, minutach, sekundach w terenie i kompasie, a nie na pojemości baterii (mini ampero godziny?)
Można też zrobić zupełnie odwrotnie. Zapisać sobie w domu współrzedne punktu do którego się chce iść, i w terenie odczytać aktualne. Dzięki temu można dość tam gdzie się chciało. Tej opcji nie używam, bo lubię szlajać się i błądzić po lasach.
Tomtom najnowszy nie ma naniesionych przecinek leśnych, ani nawet precyzyjnych granic lasów. To urządzenie typowo na asfalt, ale działa szybko, czytelnie, nie potrzeba rysika w terenie (obsługuje się paluchem) nie trzeba wciskać żadnych klawiszy (ekran dotykowy). Jednak tego typu urządzenie nie ogłupia do reszty. Cały czas na podorędziu mam kompas i mapę. Dzięki temu jak siądzie bateria PDA nie ma dramatu i histerii.
Szczerze polecam tego typu rozwiązanie, bo jest tańsze od garniaka, i bardziej wszechstronne (masz nawigacje w aucie, i średnio funkcjonalny gps w lesie).



Odpowiedz z cytatem