Strona 3 z 5 PierwszyPierwszy 1 2 3 4 5 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 21 do 30 z 57

Wątek: O psiej pogodzie, kociej aferze i innych rozmaitościach, czyli relacja SB z pobytu w

Mieszany widok

  1. #1
    lucyna
    Guest

    Domyślnie Odp: O psiej pogodzie, kociej aferze i innych rozmaitościach, czyli relacja SB z poby

    Cytat Zamieszczone przez Marcin Scelina Zobacz posta
    Jakiś zbłąkany myszołów lub orzeł przedni albo ural, gdy tylko zgłodnieją to się kotkami zajmą.
    Niestety,masz rację.
    Ich dni są policzone. Chciałam zabrać ciężarną szarą kocicę, tę z chorymi tylnymi łapkami, do domu. Miałam ją w autokarze ale kocica wystraszyła się. Musieliśmy ją odwieźć. Gdy byliśmy ostatnio kocia gdzieś się zaszyła. Nie mogłam jej znaleźć.

  2. #2
    lucyna
    Guest

    Domyślnie Odp: O psiej pogodzie, kociej aferze i innych rozmaitościach, czyli relacja SB z poby

    Twoi Przyjaciele są moimi znajomymi.
    Do zobaczenia na szlaku.

  3. #3
    Bieszczadnik
    Na forum od
    11.2001
    Rodem z
    Warszawa (Ochota)
    Postów
    2,532

    Domyślnie Odp: O psiej pogodzie, kociej aferze i innych rozmaitościach, czyli relacja SB z poby

    Miło mi, że w kociej sprawie dogadały się Lucyna i Dorota z Krakowa.
    Ale teraz ad rem, czyl powrót do głównego tematu.

    13 września

    Dziś sprawdzimy funkcjonalność "lokalu kontaktowego" Naszego Forum, czyli baru "Zacisze" w Cisnej.

    Ale najpierw musimy "zapracować" na tamtejszą obiadokolację. Jedziemy (tym razem samochodem Andrzeja) do Żubraczego, a tam nas (czyli Gosię i mnie) pan kierowca pozostawia, informując, że zaplanowana wycieczka to dziś nie na jego siły. Kolega przeżywa jeszcze, jak widać, dwie poprzednie "wielkie wspinaczki" na Otryt i Ryli. Oto skutki kilkuletniego gnuśnienia i zaniedbań treningowych. Jak się kumpel nie weźmie w porę w garść (a to już naprawdę ostatni dzwonek), to zramoleje ze szczętem. Bo potem to będzie już za późno - lekarz każe mu "unikać wysiłku". Czyli że zamiast Bieszczad będzie podziwiał Park Łazienkowski, przysiadając co parę chwil na ławeczce, karmiąc ptaszki i wiewiórki.

    Wędruję sobie zatem tylko z moją piękniejszą połową. Pokonujemy trasę: Żubracze - Solinka - Roztoki Grn. - Liszna - Majdan - Cisna. Pochmurno i zimno, ale chociaż nie pada. Pora deszczowa dopiero nadchodzi, o czym naturalnie jeszcze nie wiemy. Jest tak chłodno, że nawet pić piwa mi się nie chce, co u mnie oznacza wielką anomalię. Łażę z tym piwem cały dzień i w końcu przynoszę je z powrotem. W Roztokach Grn. zjadamy po kanapce i szybko dalej wędrujemy, gdyż podczas postoju zdążyliśmy trochę zmarznąć.
    Jedyną atrakcję stanowią drapieżne ptaki na niebie. Ale i one wyglądałyby ładniej w słońcu.

    Już w Cisnej spotykamy orszak weselny. Machamy państwu młodym, a panna młoda odpowiada pięknym uśmiechem. Wołam "w każdym kątku po dzieciątku", ale chyba nie słyszą. A zresztą, mogą nie słyszeć, byle by się ziściło!

    Docieramy do "Zacisza". Tam już czeka na nas Andrzej, który dopiero co przyjechał. Jeździł sobie po okolicy i trochę spacerował.
    Żadnych oznaczeń wskazujących na powiązanie "Zacisza" z Naszym Forum, pomimo obietnic Bertranda i Wuki, nie widzę. Rozmawiam z barmanem, który zaraz prosi Szefową. Tłumaczą mi oboje, że jeszcze nie zdążyli przygotować stolika z rezerwacją dla uczestników Bieszczadzkiego Internetowego Forum Dyskusyjnego. Dobrze znają Bertranda, powołanie się na Niego znakomicie ułatwia tę wstępną rozmowę.

    Jesteśmy bardzo głodni. My z Gosią troszkę zmarzliśmy, zresztą przeszliśmy ok. 18 - 20 km, a Andrzej - on jest zawsze głodny.
    I tu następuje mały zgrzyt. Gosia zamówiła "placki po bieszczadzku". Pal sześć, że czeka na nie cholernie długo, ale w końcu dostaje je ... niemiłosiernie przesolone. Ja osobiście jestem, jeśli chodzi o żarcie w knajpach, raczej mało wybredny. Początkowo więc myślę, że przesadza z tą opinią o przesoleniu. Wreszcie próbuję je sam, z talerza żony. Faktycznie, kobieta ma rację, tego nie da się zjeść. Chyba kucharzowi torba z solą pękła i się do kotła cała wysypała. Żona zjada więc samo ciasto, pozostawiając nietknięte mięsko na boku talerza. I w sumie jest niezadowolona. A wiadomo, że jak baba niezadowolona, to ...
    Gwoli ścisłości podaję, że my z Andrzejem nie narzekaliśmy na jedzenie. Już nie pamiętam, co mój kolega zamówił (chociaż na pewno nie placki po bieszczadzku), ale nie narzekał. Ja również się najadłem kotletem schabowym, był duży i smaczny.
    Żadnych reklamacji z powodu tych niemożliwie słonych "placków po bieszczadzku" nie składaliśmy. Aż do tej pory. Kolega barman podobno czyta Nasze Forum, więc może teraz się domyśli, dlaczego wychodziliśmy z "Zacisza" w nienajlepszym humorze. Jeśli w ogóle to pamięta.

    Wracamy do Sękowca. Zapraszamy pana kierowcę do nas na piwo, mnie też ono w domowym cieple znów smakuje.
    Tego dnia odwiedzam jeszcze Pawła i Darka, którzy dopiero co przyjechali. Piskal ma przybyć za dwa dni. Nie bawię u nich długo, chłopy muszą się przecież rozpakować.

    14 września

    Planujemy odpoczynek od pieszych wędrówek. Jedziemy dziś do Czarnej. Musimy kupić Gosi nowy plecak, gdyż w poprzednim rozbiła szklane opakowanie, które jej się rozprysło na co najmniej tysiąc szklanych ostrych kawałeczków.
    I pomimo niedzieli ów plecak kupujemy - w delikatesach w Czarnej.

    Nabywamy tam też odpowiednią (czyli znaczną) ilość fasolki po bretońsku. I wracamy do Sękowca. Zimno i chwilami mży.
    Andrzej dość smacznie przyrządza tę fasolkę i nas zaprasza. Siedzimy sobie potem w jego domku nr 10, pałaszujemy talerz za talerzem (nie myśląc o nieuchronnych gastrycznych efektach takiego posiłku) i popijamy ukraińską "priwatną kolekciję", czyli b. dobrą gorzałę, jak by kto jeszcze nie wiedział.

    Wieczorem wpadamy na "uzupełniające" piwo do baru w ośrodku. Oprócz naszej trójki są tam również Piotr oraz Paweł i Darek. Z Pawłem i Darkiem (Piotr ma inne plany) umawiamy się na jutrzejszą całodniową wycieczkę na Połoninę Wetlińską, z wykorzystaniem dwóch toyot: Pawła i mojej. Nie oznacza to, że chcemy na połoninę wjechać samochodami. Zamierzamy z Pawłem rano wyjechać dwoma autami, jedno gdzieś pozostawić po drugiej stronie połoniny (na parkingu na jakiejś przełęczy lub w samej Wetlinie), a potem drugim wozem powrócić po resztę towarzystwa do Sękowca. I stąd wyjść już pieszo, pójść na połoninę przez Zatwarnicę i Suche Rzeki, wiedząc że będziemy mieli czym przyjechać do Sękowca. Takie "kombinacje" są niestety niezbędne, jeśli się nie kwateruje gdzieś przy obwodnicy (bo tam sprawę powrotu ułatwiają bieszczadzkie busiki).

    W zależności od jutrzejszej pogody, która coś się niewyraźnie zapowiada, zamierzamy przejść albo całą Połoninę Wetlińską z Przełęczy Orłowicza aż do Chatki Puchatka, albo tylko z Przełęczy Orłowicza wejść na Smerek, wrócić i zejść do Wetliny.
    Jeszcze nie wiemy, że jutro nastąpi początek 9-cio dniowej pory deszczowej.
    A wyprzedzając tok narracji informuję, że do tej wycieczki doszło. Pomimo zimna oraz opadu deszczu o charakterze ciągłym oraz intensywnym. Szczegóły niebawem.

    CDN
    Ostatnio edytowane przez Stały Bywalec ; 26-10-2008 o 13:40
    Serdecznie pozdrawiam
    Stały Bywalec.
    Pozdrawia Was także mój druh
    Jastrząb z Otrytu

  4. #4
    Bieszczadnik Awatar Michał
    Na forum od
    09.2002
    Rodem z
    Opole
    Postów
    1,018

    Domyślnie Odp: O psiej pogodzie, kociej aferze i innych rozmaitościach, czyli relacja SB z poby

    Witam
    Cytat Zamieszczone przez Stały Bywalec Zobacz posta
    ...Dziś sprawdzimy funkcjonalność "lokalu kontaktowego" Naszego Forum, czyli baru "Zacisze" w Cisnej.
    To jest aktualnie siedzisko wszelakiej maści "harley-owców". Czekanie 30 minut na posiłek to lekka przesada. Po przeczytaniu miłej Pani z obsługi listy potraw taka wypadła średnia. Substytut posiłku - to tylko 3 minuty!!!

    x10 to posiłek !!!

    Pozdrówka

    Na razie tyle - lebo co wróciłem z Bieszczadów. Jak dojdę do siebie to może cosik skrobnę.

  5. #5
    Bieszczadnik
    Na forum od
    11.2001
    Rodem z
    Warszawa (Ochota)
    Postów
    2,532

    Domyślnie Odp: O psiej pogodzie, kociej aferze i innych rozmaitościach, czyli relacja SB z poby

    15 września

    Kto by wcześniej pomyślał, że dziś - 3 listopada, pisząc te słowa, będę miał lepszą pogodę niż 15 września, czyli - jak by nie było - latem.

    Z samego rana jeszcze nie padało. O godz. 8-mej wyjeżdżamy z Pawłem dwoma samochodami do Wetliny. Po drodze obserwuję termometr na desce rozdzielczej, temperatura spada chwilami do 3 st. C. Jadę z włączonym ogrzewaniem.
    W Wetlinie zajeżdżamy do Dworaczków, tam parkuję moją toyotę i przesiadam się do Pawłowej. Wcześniej, tak na wszelki wypadek, pozostawiam w recepcji kartkę z numerem rejestracyjnym samochodu, moim nazwiskiem i numerem komórki. Licho nie śpi.
    Wracamy autem Pawła. Jeszcze w Wetlinie spostrzegamy na szosie lisa, niespiesznie sobie maszerującego drogą, ale prawidłowo dla ruchu pieszego, bo lewą stroną.

    Zajeżdżamy do Sękowca. Tam okazuje się, że jedynym kandydatem na wycieczkę, oczywiście oprócz Pawła i mnie, jest Darek. A zatem wyruszamy tylko we trzech.
    Gdy przekraczamy San, jest chyba już po godz. 10-tej. Właśnie zaczęło padać. Temperatura nadal nie przekracza 5 st. C. Na niebie ołowiane chmury, ale szybko przesuwające się. Pocieszamy się, że wiatr je rozpędzi i przepędzi. Nie zdajemy sobie sprawy, że właśnie je napędza i gromadzi na całe najbliższe 9 dni.

    W zatwarnickim, "kultowym" już sklepie kupujemy piwo. Ja - tylko jedno, gdyż będę dziś jeszcze kierowcą. A zresztą jest zimno i pada deszcz, pić się nie chce.
    Zakapturzeni wędrujemy dalej. Krótki postój robimy w Suchych Rzekach - w miejscu, gdzie jeszcze kilka miesięcy temu była "Ostoja". Paweł i Darek chowają się pod wiatę, pod którą zgromadzono deski porozbiórkowe. Ja staję pod drzewami z drugiej strony drogi. Chwila zadumy. To se już ne wrati. "Ostoja" przeszła do bieszczadzkiej historii. Czy tak rzeczywiście musiało być ?

    Idziemy dalej w kierunku Przełęczy Orłowicza. Przed wyjściem ze strefy lasu na połoninę znów chwila refleksji. Blaszana tabliczka na drzewie informuje, że w tym miejscu dn. 2 października 1998 r. zmarł śp. Karol Gruszczyk. To już 10 lat temu. Przez ten czas drzewo się rozrosło i tabliczka zaczyna z niego odpadać.

    Na Przełęczy Orłowicza okropny ziąb, rzęsisty deszcz i mgła. Definitywnie porzucamy zamiar wejścia na Smerek i zmykamy jak najszybciej w dół, tyle że już nie na zatwarnicką, lecz na wetlińską stronę. Przy skałach, pod pierwszymi drzewami robimy krótki "piwny" postój.
    Dalej w drogę. Moja kurtka ładnie chroni przed wilgocią górną część ciała, ale od kolan w dół jestem mokry, buty też już zaczynają mi przemakać. Paweł się trzyma dzielnie, natomiast Darek zaczyna szczękać zębami (dosłownie !). A deszcz na przemian albo pada, albo leje. I wieje zimny wiatr. I nadal jest co najwyżej 5 st. C.
    W Wetlinie docieramy do Dworaczków, zamawiamy solidny obiad. Ratuję Darka aspiryną, którą zawsze noszę przy sobie, ale tak się składa, że to innych zawsze nią częstuję w potrzebie.

    Najedzeni i nieco podsuszeni wsiadamy do mojego samochodu i wracamy do Sękowca. Dopiero tam mogę się rozgrzać "od środka", co skwapliwie czynię ukraińską gorzałą. I nic mi nie było, nawet nie kichnąłem.

    Podczas wędrówki Paweł i Darek otrzymali telefoniczną informację od Piskala, że właśnie przybył do Sękowca z dalekiego Torunia. Dostał od nich polecenie napalenia w piecu.

    CDN
    Serdecznie pozdrawiam
    Stały Bywalec.
    Pozdrawia Was także mój druh
    Jastrząb z Otrytu

  6. #6
    Poeta Roku 2010
    Poeta Roku 2009
    Poeta Roku 2008

    Awatar WUKA
    Na forum od
    07.2006
    Rodem z
    Toruń
    Postów
    3,908

    Domyślnie Odp: O psiej pogodzie, kociej aferze i innych rozmaitościach, czyli relacja SB z poby

    "Wywołana do tablicy"informuję,że słowa dotrzymam-flaga będzie.Troszkę opóźnienia z przeróżnych przyczyn obiektywnych i troski o to,zeby TO miało ręce i nogi.Cierpliwosci zatem jeszcze ciut!Pozdrawiam!

  7. #7
    Bieszczadnik Awatar Wojtek1121
    Na forum od
    07.2005
    Postów
    323

    Domyślnie Odp: O psiej pogodzie, kociej aferze i innych rozmaitościach, czyli relacja SB z poby

    Chcieliśmy iść na piechotę , ale była wysoka woda w potoku. Kilka zdjęć z wyprawy ze SB.
    Załączone obrazki Załączone obrazki

  8. #8
    Bieszczadnik Awatar Wojtek1121
    Na forum od
    07.2005
    Postów
    323

    Domyślnie Odp: O psiej pogodzie, kociej aferze i innych rozmaitościach, czyli relacja SB z poby

    Teraz czas moją wersję wyprawy z SB. Jak nie którzy forumowicze wiedzą bawię się w zabawę geocaching. W miejscu Wierch nad Łazem była ukryta mała skrzyneczka sam nie miałem odwagi się do niej wybrać postanowiłem zwerbować SB powiedziałem mu zgodnie z prawdą , że dojedziemy jak najbliżej tj. na odległość 2300m w linii prostej a później częściowo na przełaj udamy się do celu , jak wszyscy sobie zdają sprawę faktyczna odległość była większa w sumie zrobiliśmy 8 km. Pogoda była fatalna nawet najnowszy gps miał trudności ze wskazaniem prawidłowego kierunku. Sb widząc , że miejscami nie wiem w którą stronę mam prowadzić wyprawę błagał mnie aby zarządzić odwrót , ale pozostałem nieubłagany i doprowadziłem do celu , wróciliśmy całkowicie zmoczeni ci upaprani w błocie.

  9. #9
    Bieszczadnik
    Na forum od
    11.2001
    Rodem z
    Warszawa (Ochota)
    Postów
    2,532

    Domyślnie Odp: O psiej pogodzie, kociej aferze i innych rozmaitościach, czyli relacja SB z poby

    Cytat Zamieszczone przez Wojtek1121 Zobacz posta
    Teraz czas moją wersję wyprawy z SB. (...)dojedziemy jak najbliżej tj. na odległość 2300m w linii prostej a później częściowo na przełaj udamy się do celu , jak wszyscy sobie zdają sprawę faktyczna odległość była większa w sumie zrobiliśmy 8 km. (...)
    8 km w ekstremalnych warunkach. Chaszcze, jary, powalone drzewa, błoto miejscami do kolan.

    Cytat Zamieszczone przez Wojtek1121 Zobacz posta
    (...) Sb widząc , że miejscami nie wiem w którą stronę mam prowadzić wyprawę błagał mnie aby zarządzić odwrót , ale pozostałem nieubłagany i doprowadziłem do celu , (...)
    Powiedzmy, że kilka razy głośno wyartykułowałem opcję powrotu.

    Cytat Zamieszczone przez Wojtek1121 Zobacz posta
    (...) wróciliśmy całkowicie zmoczeni i upaprani w błocie.
    Ale zadowoleni.
    Ostatnio edytowane przez Stały Bywalec ; 06-11-2008 o 11:40
    Serdecznie pozdrawiam
    Stały Bywalec.
    Pozdrawia Was także mój druh
    Jastrząb z Otrytu

  10. #10
    Bieszczadnik
    Na forum od
    11.2001
    Rodem z
    Warszawa (Ochota)
    Postów
    2,532

    Domyślnie Odp: O psiej pogodzie, kociej aferze i innych rozmaitościach, czyli relacja SB z poby

    18 września - 4-ty dzień pory deszczowej

    Przed południem zapukał Piskal ze sporym półmiskiem placków ziemniaczanych własnej roboty. Czekały na nas wczoraj w domku nr 1. Mieliśmy tam wpaść wieczorem, ale w związku z opisanym przemoczeniem, zabłoceniem i dość późnym powrotem, zrezygnowaliśmy.
    Zaprosiliśmy więc z Gosią teraz do nas Andrzeja, Darka, Piskala i Pawła. Zjedliśmy owe Piskalowe placki, dokładnie popijając je "priwatną kolekciją" oraz "chmilnym micnym". Paweł zrobił kilka zdjęć, w tym fotografie naszego nowego kotka.

    Tu dygresja. Ww. zdjęcia, a także inne z naszych późniejszych wspólnych wycieczek i spotkań towarzyskich, Paweł obiecał mi przegrać na płytkę CD i dać w Warszawie. Było tego sporo, oglądaliśmy je w laptopie jeszcze przed wyjazdem. No i do tej pory tych zdjęć nie dostałem, a byłyby one "jak znalazł" uzupełnieniem niniejszej relacji. Po przyjeździe do Warszawy dwa razy usiłowałem się z Pawłem skontaktować - raz Mu się nagrałem na pocztę głosową, dzień później wysłałem sms-a. Bezskutecznie. Pogniewał się, czy co ?

    O godz. 15-tej wybraliśmy się z Gosią i Andrzejem na konkretny posiłek - obiad w hotelu w Zatwarnicy. Pieszo w obie strony, co daje łącznie spacerek ok. 5 km. Niedużo, ale jednak.

    A wieczorem - wieczorem to przyjechał Pastor z Bernadettą ! Może coś się wreszcie zacznie dziać. Pomogłem Im wnieść klamoty do domku nr 4, ponoć najlepszego w całym ośrodku. Potem już nie angażowałem Ich swoją osobą, niech się spokojnie rozpakują i nacieszą sobą w nowym miejscu. Umówiliśmy się tylko na dzień następny, na spotkanie integracyjne. U Nich w domku.

    19 września - 5-ty dzień pory deszczowej

    W związku z zaplanowaną na dziś imprezą wybraliśmy się aż do Ustrzyk Dln. na konieczne zakupy. Jak się zapewne domyślacie, głównie po "priwatną kolekciję" oraz "chmilne micne". Pojechaliśmy w czwórkę, tj. ja z Gosią, Andrzej i Piskal. Oprócz wymienionych ukraińskich specyfików kupiliśmy także co nie co na zakąskę.
    A na obiad specjalnie podjechaliśmy do baru w Krościenku, wcześniej już tu opisanego, i - jak się okazuje - znanego nie tylko mnie.

    Ok. godz. 19-tej zebraliśmy się w domku Pastora. Lista obecności wg kolejności alfabetycznej przedstawiała się następująco:
    1) Andrzej,
    2) Bernadetta,
    3) Gosia,
    4) Iza,
    5) Pastor,
    6) Piotr,
    7) Stały Bywalec,
    8 ) Xirątko - już poczęte, noszone przez Osobę Nr 10 z tej listy,
    9) Xiro,
    10) Xirowa,
    11) Xirówna - Osoba wyraźnie nieletnia, w wieku mniej więcej "późny żłobek" lub "wczesne przedszkole".

    Pogadaliśmy, pojedliśmy i popiliśmy. Co poniektórzy nawet popalili. Tylko tyle na "p", proszę sobie Bóg wie co, nie wyobrażać. Jest to w końcu oficjalna i urzędowa wersja mojego sprawozdania.

    Niczego nie zabrakło ani nawet nie było mało. To o konsumpcji.
    Omówiliśmy najważniejsze sprawy Naszego Forum, ze szczególnym uwzględnieniem dotychczasowych doświadczeń KIMB-ów. Jeden z paneli dyskusyjnych został poświęcony zagadnieniu, czy Michał to także Pipa.
    W każdym razie dogadywaliśmy się o wiele, wiele łatwiej niż kancelarie "Małego Pałacu" (Aleje Ujazdowskie) i "Dużego Pałacu" (Krakowskie Przedmieście).

    Co jeszcze do dnia dzisiejszego zapamiętałem ?

    Pastor i Iza prawili sobie nawzajem wyszukane komplementy, nie zważając na bliską obecność Bernadetty.

    Xiro z Familią opuścili nas wcześniej, co przyjęliśmy ze smutkiem, ale i zrozumieniem. Byli w końcu z dwojgiem małych dzieci (a to młodsze to już zupełnie malutkie).

    Piotr, już nie po raz pierwszy, wprawił mnie w zdumienie i podziw. Tym razem mam na myśli jego ulubiony napój. Spożywał drinki wg receptury na szklankę: 1/3 wódki + 1/3 soku z owoców cytrusowych + 1/3 red bulla.

    Pastor oświadczył, że jest (cyt.) "abstynentem, aczkolwiek nieortodoksyjnym". I udowodnił to.

    Andrzej z kolei nic podobnego o sobie nie powiedział, za to milczkiem chlał jak pijak ortodoksyjny.

    Piszący te słowa musiał pilnować trzeźwości własnej i Gosi, pamiętając o bardzo stromych schodach w ośrodku, którymi będą musieli jeszcze dziś (pardon: już jutro) zejść, aby wrócić do siebie.

    Ostatecznie Pastora i Bernadettę opuściliśmy już po godz. 1-szej w nocy. Jakoś udało nam się cało dojść do domu. W domu wypiłem jeszcze herbatę, aby wszystko dobrze strawić. A rano w ogóle nie miałem kaca, no może tylko trochę, naprawdę niedużo, chciało mi się pić. Uważam, że to zasługa dobrej ukraińskiej gorzały ("priwatna kolekcija" to u nich już wódka z tzw. wyższej półki) i bieszczadzkiego klimatu.

    Zapamiętałem również, iż niektórzy z Szanownych Biesiadników zrobili trochę zdjęć. Gdyby teraz zechcieli je zamieścić na forum, tu - w tym wątku, stanowiłoby to wspaniałe uzupełnienie mojej relacji. Nie mówiąc już o tym, że przy najbliższym spotkaniu zrewanżowałbym się Im właśnie "priwatną kolekciją".

    CDN
    Ostatnio edytowane przez Stały Bywalec ; 09-11-2008 o 14:53
    Serdecznie pozdrawiam
    Stały Bywalec.
    Pozdrawia Was także mój druh
    Jastrząb z Otrytu

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Relacja z pobytu w Bieszczadach w dn. 13 września - 7 października 2009 r.
    Przez Stały Bywalec w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 41
    Ostatni post / autor: 05-02-2010, 19:35
  2. Moja własna relacja z VIII KIMB, a nawet z całego pobytu w Bieszczadach.
    Przez Stały Bywalec w dziale Spotkania i sprawy forumowe
    Odpowiedzi: 22
    Ostatni post / autor: 11-06-2009, 17:42
  3. Relacja z pobytu w Bieszczadach w dn. 9 - 29 września 2007 r.
    Przez Stały Bywalec w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 54
    Ostatni post / autor: 22-12-2008, 07:27
  4. Niedługa relacja z niedługiego pobytu w Bieszczadach (12 - 20 maja 2008 r.)
    Przez Stały Bywalec w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 1
    Ostatni post / autor: 14-06-2008, 22:57
  5. Relacja z pobytu w Bieszczadach od 15.09. do 6.10.2004 r.
    Przez Stały Bywalec w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 5
    Ostatni post / autor: 19-10-2004, 20:50

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •