Czas na fot. , marne bo marne ale myślę ,że oddadzą urok "wypadu"
1.Piękna i zawsze fascynująca
2.Czarna , kolumny cerkwi
3.Dzwony
4.szczegół ..cerkwi
5.Uroki Doliny
5..cd
6.tak sobie...."polatać "
Czas na fot. , marne bo marne ale myślę ,że oddadzą urok "wypadu"
1.Piękna i zawsze fascynująca
2.Czarna , kolumny cerkwi
3.Dzwony
4.szczegół ..cerkwi
5.Uroki Doliny
5..cd
6.tak sobie...."polatać "
"dosyć często rozważam co jest warte me życie?...tam na dole zostało wszystko to co cię męczy ,patrząc z góry w około - świat wydaje się lepszy.."
Pozdrawiam Janusz
Oj, gdybym była złośliwa to bym całkiem inne cytaty na tym tutaj forum znalazła. (w stosunku do mnie)
Ale nie będę złośliwa, po prostu już nie chce mi się być złośliwą.
Po raz kolejny publicznie wyciągam rękę do zgody i mam nadzieję, że tym razem mi ją podasz.
Ja nie mam żadnej urazy.
Pozdrowienia
Basia
P.S. Sorry Joorg i Machoney że w tym wątku ale rozmawialiśmy również i o tym w Zawadce Rymanowskiej.
Poza tym zdjęcia, zwłaszcza Machoney'a rewelacyjne a i widzę, ze "skakane" zdjęcia robią karierę![]()
Ostatnio edytowane przez Basia Z. ; 08-12-2008 o 20:02
[QUOTE=lucyna;68934]6 grudzień 2008 r.
Po wodzie i błocie czyli szlakiem cerkwi.
Komitet powitalny: Kasia, Nina i Machoney, Joorg, Nunex, ja czyli pisząca sprawozdanie
...
A Koleżanki Półpyrki nie było?
Pozdrawiam
bertrand236
"dosyć często rozważam co jest warte me życie?...tam na dole zostało wszystko to co cię męczy ,patrząc z góry w około - świat wydaje się lepszy.."
Pozdrawiam Janusz
Potok wygląda imponująco, bystro toczy swe wody. Idziemy jego brzegiem. Ładny łeg pokryty rozlewiskiem. Chyba nie muszę mówić czyja to zasługa. Oczywiście, bobry zadomowiły się w okolicy. Widać system tam i żeremia. No i oczywiście ślady ząbków tych przesympatycznych gryzoni. Tylko dwa gatunki potrafią przeobrażać swoje otocznie: my i bobry.
Pierwszy na odwagę zdobywa się Nunex. Znajduje jego zdaniem dobre miejsce na przejście. Z kępy na kępę, skok przez jeden potoczek i drugi, a potem spacer po przerzuconej przez bobry wierzbie i jest na drugiej stronie. Wszyscy mu kibicujemy. Kasia chce iść w jego ślady ale po chwili rezygnuje.
Oddalam się od grupy. Mam już mokre buty, kąpiel mi nie miła. Za mną idą Kasia i Joorg, a reszta ekipy poszukuje przejścia. Udało im się. Są po drugiej stronie.
My nie żałujemy swojej decyzji. Najpierw obserwujemy leżące pokotem drzewa, potem podgryzaną przez bobry olbrzymią topolę. W okolicach cerkwi podchodzimy do góry, a potem drepczemy ścieżką wydeptaną w tarninie przez jeleniowate. Następna ciekawostka przyrodnicza. Najprawdopodobniej widzimy stosik kamieni przygotowanych jako miejsce lęgowe dla węża Eskulapa. Pamiętajcie, że gdy dogrzebiecie się do jaj złożonych przez gady to nie niszcie ich. To nie są jaja żmij. Ona jest jajożyworodna. One zostały zniesione np. przez zaskrońca lub wężą Eskulapa. Natrafiamy na pozostałości po domostwach, a potem na buchtowisko. Krok przez potoczek i jesteśmy wśród Kolegów. Najpierw prowadzi Kasia, potem ja ją zastępuję. Mam tak mokro w butach, że jest mi obojętne iż idę po moczarze. O co my tu mamy? Teren źródliskowy, a to bijące źródełko. Wygląda pięknie. Kierujemy się na progon. Przez błocko po kolana idziemy w stronę stokówki. Najpierw natrafiamy na odchody wilcze, a potem na smętne resztki jego uczty.
Dzięki Ci Panie. Stokówka. Wsiadamy do aut i w drogę powrotną.
Zatrzymujemy się na miejscu biwakowym położonym w widłach Sanu i Wołosatego. Słychać szum rzek. Pora na ognisko. Machoney i Nina rozpalają ognisko. Nie jest to łatwe. Drewno jest mokre. Joorg wyjmuje swoją "kuchnię". Robi wrażenie. Janusz ma wszystko. Zaczynam szczękąc zębami. Cała ekipa pracuje przy rozpaleniu ogniska. Praca idzie jak krew z nosa. Dziewczyny przynoszą w miarę suchą trawę, pojawia się ogień. No to pieczemy kiełbaski. Raczej wędzimy je w zimnym dymie. Janusz podaje mi kubek gorącej herbaty. Dzięki Ci Dobry Człowieku. Zaczynam myśleć. Idę przez most i zabieram ze skarpy wierzchołek modrzewia. Ogienek podsycony suchym drewnem strzela w górę. Kiełbaski pieką się wspaniale. Ninie posiłek spada z patyka. Nunex, nie wierzę własnym oczom, wyjmuje kiełbaskę ręką z ognia. Potem powtarza ten sam manerw ze swoją. Z godnością przenosi ją na talerzyk i kulturalnie konsumuje za pomocą widelca i noża. Wygląda to moim zdaniem przekomicznie.
W drogę. Jedziemy do Lesczowatego. Jesteśmy tam umówieni na 16. Niestety, w trasie okazuje się, że Nina z Machoneyem muszą skrócić z powodów rodzinnych wycieczkę. Nawet nie mamy czasu pożegnać się.
Niestety, jesteśmy opóźnieni. W Leszczowatem byliśmy umówieni z Panem Kapustyńskim o 16.
Jedziemy już w ciemności. W Łodynie okazuje się, że Kasia, Joorg i Nunex to od dziecka miłośnicy kopalń ropy naftowej. Dosłownie czują się w temacie jak ryby w wodzie. Koło jednego z kiwonów widzimy dwie łanie. Podjeżdżamy do cerkwi. Po chwili dochodzi do nas Pan Kościelny. Czekał na nas ponad pół godziny, zmarzł więc poszedł do domu. Spodziewał się autokaru, a tu przyjeżdża autko terenowe.
No i ta ślicznota. Wchodzimy do świątyni po ciemku. Oświetlamy sobie drogę komórkami. Pstryk i widzimy wnętrze dawnej cerkwi. Obserwuję twarze Kolegów. Widać na nich zachwyt. Najbardziej zauroczony wnętrzem jest Janusz. Dotyka ścian, ołtarza. Widać niedowierzanie na Jego buzi. Spodziewał się marmuru, a pod opuszkami palców czuje...drewno. Rozpoczyna się rozmowa z panem Kapuścińskim i focenie. Najładniej, palichromie pokrywające dosłownie całe ściany, wnętrze świątyni scharakteryzował Joorg: to bazylika. Prestoł, pozostałości po ikonostasie, uratowana piękna płaszczenica. Kościelny opowiada o zniszczeniach uczynionych przez żółdaków. Joorg podchodzi i dotyka obrazy podziurawione bagnetami. Cerkiew jest czyściuteńka, bardzo zadbana, widać tu rękę troskliwych gospodarzy. Niestety, musimy wracać do domu. Rzucamy do skarbonki drobne datki. Kościelny jest bardzo zadowolony. W rozmowie okazało się, że tutejszych parafian stać na niewiele. Zresztą niewiele im potrzeba. Tylko trochę pieniędzy na gwoździe, farby, drewno, a reszta to dzieło ich rąk. I nowa podłoga i część ławek.
Obiecujemy sobie, że wrócimy tu za dnia w podobnym aczkolwiek wzbogaconym składzie.
W drodze powrotnej przez Wańkową słucham opowieści Kolegów o ich wypadach w ukraińskie Karpaty. Na pierwszy rzut oka widać, że to grupa kumpli, którzy niejedną drogę razem przebyli.
Żegnam się z Kolegami w Olszanicy. Jak ten dzień szybko minął. Żal się roztawać. Do zobaczenia w Niedzielę moi Drodzy.
Ostatnio edytowane przez lucyna ; 06-12-2008 o 21:35
"dosyć często rozważam co jest warte me życie?...tam na dole zostało wszystko to co cię męczy ,patrząc z góry w około - świat wydaje się lepszy.."
Pozdrawiam Janusz
Mam nadzieję, że Maleństwo czuje się już dobrze.
No i cały Machoney. Uśmiech na twarzy i cięty jęzor.
Pozdrowienia dla Niny.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)