11 styczeń 2009
Baranie przez Olchowiec czyli nieudany opłatek
Grupa bieszczadzka: Andrzej znany już Wam Kolega przewodnik, Grzesiek nieznany Wam Kolega przewodnik z Żoną Anią, Andrzej Kolega przewodnik z Rymanowa.
Grupa krośnieńska bardzo liczna, a wśród nich: Kasia, Nina, Joorg, Machoney, Rob i Koledzy przewodnicy z którymi kończyłam kurs przewodnicki i kurs pilotażu plus wiele innych osób
Rano skoro noc czyli po 2 dostaję inforację, że grupa Oli nie jedzie z nami. Nie ma mowy o dalszym śnie. Ziewający pies przynosi smycz, a koty chca bawić się w berka.
Jadę tuż po 6 autobusem do Leska. Tam czekam na Andrzeja. Wsiadam i sms od Ewy i Marcina: chora, nie mogą jechać na imprezę. W Sanoku dosiada się Grzesiek z Anią i prościutko do Rymanowa po drugiego Andrzeja.
Hajda w Beskid Niski, ponoć sercu Bieszczadników bliski. Jesteśmy umówieni w Olchowcu, w cerkwi.
O i jest ten sławny kamienny most wiodący do urokliwej cerkiewki. Chyba po raz pierwszy będę w jej wnętrzu. Wchodzę do nawy z lekkim dreszczykiem ciekawości. Oczywiście, Koledzy czekają. Krótkie powitanie i chwila radości. Przyglądam się ubożuchnemu wnętrzu. Ikonostas tylko dwurzedowy zestawiony z pięknych, zabytkowych ikon będących depozytem. Świątynia służy nadal dwu obrządkom. Mam nadzieję, że Koledzy wrzucą chociaż kilka zdjęć z tego "po surowo" pieknego wnętrza.
No to na szlak. Mamy spotkać się ze Słowakami na szczycie Baraniego. Trasa mało ciekawa i pod względem krajobrazowym (ograniczona widoczność), i przyrodniczym. Podchodzimy najpierw drogą, a potem potokiem. Kilka przeszkód terenowych. Bardzo źle czuje się w tym zbieranym towarzystwie. Tak nie na swoim miejscu. Hałas, pokrzykiwania, głośne domaganie się w ogonie grupy alkoholu. Jest mroźno, znacznie,znacznie zimniej niż w Bieszczadach. Grzesiek na szczęście częstuje nas przepyszną herbatą z sokiem z pigwy. Ostatni, stromy odcinek pokonujemy w samotności. "Zgubliśmy grupę". Jak tu pięknie. Buczyna spowita śnieżnymi koronkami.
Cdn jak odtaję.


Odpowiedz z cytatem
