Z perspektywy jazdy drugim karawanem droga do Balnicy wyglądała trochę inaczej. Nie rozmawialiśmy o przewodnickich sprawach, ani o problemach na przejściu w Krościenku, również ksiażka autorstwa klechy z brodą nie była tematem naszych rozmów. Za to widzieliśmy po drodze stadko raniuszków i samicę krogulca uganiającą się za jakimś skrzydlatym drobiem. Widoki szare, listopadowe były, więc i focić nie było co. W Kulasznym przy drodze kwitł piękny okaz Campanula rapunculoides. Aż dziw, że o tej porze chciało mu się kwitnąć. Po małych zakupach (nie było chleba) ruszyliśmy w dalszą drogę do rozstaju dróg w Balnicy. Dalej idąc już torami widzieliśmy spore stadko krzyżodziobów świerkowych. Goszcząc u Wojtka Lucyna opowiedziała nam o skrajnie nielicznej populacji bieszczadzkich Primula minima, które pobiegłem szybko sfocić, akurat ostatni okaz kwitł. Po dalszej części relacji kolejne zdjęcia z wyprawy tropem wilka.
1. Torowisko.
2. Balnicka stacyjka.
3. Primula minima.


Odpowiedz z cytatem