No to w drogę. Prowadzi Martynka. Powoli wchodzimy w las. Na początku buczyna, a potem las modrzewiowy porośnięty jeżynami. Oczywiście tu nie ma szlaków. Obserwujemy uważnie otoczenie. O i mamy coś wyjątkowego. Kupa niedźwiedzia. Potem miejsce, gdzie stała leśniczówka. Studnia, zakrzaczone powyższenie-fundamenty, a obok pomnik przyrody: daglezja. Zaczynamy powoli podchodzić bocznym ramieniem Matragony. Czuję się dziwne. Mam wrażenie, że coś/ktoś nam towarzyszy. Być moze to wyobrażnia, być może nie. Czuję jakiś trudny do zidentyfikowana zapach.
Martynka opowiada nam o swoim pierwszym spotkaniu z niedźwiedziem. Nie chodziła jeszcze do szkoły. Z Tatą jechała maluchem. Na jezdnię wszedł miś. Na Ich widok przystanął, zrobił drabinę, ryknął i poszedł sobie w las. Na pytanie Sławka czy bała się Mała odpowedziała: trochę ale potem zrobiłam mu papa. Marcin wskazuje na babrzysko. To taka "sadzawka błotna", służąca zwierzakom. Czy wiecie w jaki sposób dziki robą sobie pancerz? Kąpią się w błotku, a potem podchodzą do świerków. Obgryzają korę i czekają aż pojawi się żywica. Smarują się nią i pancerz gotowy. Martynka prowadzi nas dawną drogą zrywkową porosłą gęstą młodziutką buczyną. No i miejsce na popas. Piękne. Co za jawor. Godny aby objąć go ochroną pomnikową. Proszę o zdjęcia. Joorg zaczyna nas częstować herbatką po bieszczadzku. Oczywiście poza szlakem. No tym zrywkowym.:)) Sławek znaduje wspólne słowo z Robem. Obaj biegają przełaje. Podobnie Andrzej. Gadu-gadu, czas płynie. Mam znowu to dziwne wrażenie. Ktoś nas śledzi. Ten zapach, szelest liści. Nie wierzę własnym oczom. Nie to niemożliwe. Kątem oka widzę ... wilka. O mój Boże. To złudzenie?
Podchodzimy pod szczyt. Ktoś nam towarzyszy. Nie mam wątpliwości. Zamykam pochód. Idę z 30 m za grupą. No i kopiec. Matragona zdobyta i to nową drogą. :)) Robimy sobie zdjęcia, a potem schodzimy na polanke widokową. No i zaczyna się. Określanie panoramy. Mapy w ruch. Musiało to wyglądać przezabawne jak czworo przewodników kłóciło się bez mała o to czy to co widzimy to Wołosań czy nie Wołosań. Schodzmy na krechę w dół. Kasia, Andrzej, Joorg, Marcin i Sławek opowiadają o swoich eskapadach po Ukranie.
[cut]
Wybuchamy śmiechem i o mały włos nie zauważyliśmy śladów...wilka. Kłębki sierści na gałązkach jodełki. Zbiorowe focenie. A potem Marcin robi nam krótkie szkolenie na temat a takich tam roślin, których nazw nie pamętam. Marcin bardzo źle mnie traktuje. Ciągle wypytuje co to jest. Żada nawet nazw łacińskich buuuu. No i piekna zrywka. Wrr. Ładne błocko musimy omijac bokiem łażac po jeżynach.
Jesteśmy z powrotem na nasypie. Oczywiście przepytywanie. Z ciekawostek botanicznych czyli floroorgazm: czarcikęs.
A potem ciekawostka historyczna. Szyna wyprodukowana w Bohun, z tego co pamiętam z 1882 r.


Odpowiedz z cytatem