a teraz dla tych co lubią dłużyzny:
... kolejna godzina dłużyła przebytymi krokami. Ale nic to, zwartą kolumną energicznie poruszaliśmy się w kierunku Strzelnicy.
Tyle tylko że droga która miała nas przybliżać do celu postanowiła wywinąć rogalik do góry.
O nie , tylko nie do góry - rzuciłem znacząco w stronę dowódcy.
Już mam dość łażenia ciągle pod górę - mękoliłem dalej.
Tak, masz rację - słyszę w odpowiedzi - skręcamy w ten głęboki parów.
Cholera ! jeszcze gorzej, teraz wpiepszamy się z ten głęboki pozarastany jar, a w jego dole trzeba kluczyć aby przeskoczyć strużkę wody i wbijać się palcami w przeciwległy brzeg.
But się pośliznął na przykrytej liści gałęzi i walnąłem o glebę. W sumie nikt tu nie przyszedł dla przyjemności.
No to po tu leziemy ? aby odszukać tych kilka krzyży postawionych po tragicznej walce ?
Ciekawiej już byłoby poznać szczegóły obrony tego podziemnego szpitala UPA.
Aha ! sam się łapię na błędach i półprawdach.
Obrony przed kim ? Obrony swoich przed swoimi ?
Jeszcze kilka kronikarskich zdjęć w przygaszającym świetle dnia i zarządzony odwrót.
Ile jeszcze takich nierozwiązanych zagadek kryje ta bieszczadzka ziemi.