Teraz idąc łąkami mijaliśmy (o czym wówczas nie wiedzieliśmy) zabudowania wsi Tworylne (zdj.20 i 21). Ja bardziej byłem skłonny przyjąć, iż zabudowania te to "przedmieścia" Krywego. W pewnym momencie doszliśmy do ściany lasu gdzie... lipa! Koniec ścieżki, nie wiadomo gdzie iść. Czesiek jako najstarszy piechur zadecydował. Idziemy na dziko przez las do Sanu, a rzeka MUSI nas zaprowadzić do Kywego. Tak też zrobiliśmy i zagłębiliśmy się w bieszczadzką knieję (zdj.22). Nie zdawaliśmy sobie jednak sprawy z tego, że w tym miejsu San zatacza ogromne półkole... Ale po koleji. Po jakiejś godzinie przedzierania się przez gęste zarośla postanowiliśmy nieco oddalić się od rzeki. W tym celu odbiliśmy w prawo i baaardzo stromą i wysoką skarpą weszliśmy na górę. Chcieliśmy przy tym zorientować się czy z góry nie widać będzie już przeklętego (wtedy) Krywego. Trzeba było widzieć nasze miny gdy zorientowaliśmy się, że wyszliśmy w miejscu, w którym byliśmy jakieś 1,5 godz temu!!! Czyli dokładnie przy domniemanym przeze mnie miejscu po cerkwi w Tworylnem tylko jakieś 200 metrów wyżej. Zdaliśmy sobie również sprawę z tego, że autobus z Zatwarnicy ucieknie nam... Także miny mieliśmy nie tęgie.
Z dużym zdziwieniem spostrzegliśmy wyłaniającą się z chaszczy duża jak na tę okolicę grupkę turystów (zdj.23). Oni również nieco pobłądzili. Powiedzieli nam jednak, że powinniśmy spowrotem zejść baaardzo stromą skarpą w dół, dojść do polany gdzie tli się jeszcze ich ognisko, a za polaną wejść w las i zaraz wyłoni nam się droga do Krywego. Tak też zrobiliśmy. Najpierw ponownie ta cholerna skarpa (zdj.24). Na dole przywitał nas ponownie San. Gdzie ta łąka z ogniskiem, pytałem w duchuZnów w prawo wzdłuż Sanu (zdj.25). Po jakimś czasie jest i łąka. Żar ogniska jeszcze się tlił (zdj.26). OK to znak, że dobrze idziemy. Tylko, że gdy przeszliśmy łąkę i weszliśmy w bardzo gęstę zarośla to spodziewałem się końca naszej tułaczki. Nic bardziej mylnego! Po drugiej stronie chaszcy wyszliśmy na kolejne mokradła z trawą i trzciną na 2 metry. Gdzie iść? Dalej, walimy prosto na przełaj. I gdy powoli traciłem nadzieję na rychłe odnalezienie drogi, Monika dojrzała ją po prawej stronie wśród zarośli (zdj.27). Uffff, jaka ulga. W tym momencie wiedzieliśmy już, że idziemy w dobrym kierunku a nasze błądzenie dobiegło końca. (cdn.)


Odpowiedz z cytatem