Cytat Zamieszczone przez jaNO Zobacz posta
A dam ci fajny przykład. Kiedyś do załogi na rejs, na jacht wskoczyła w ostatniej chwili dziewczyna która była wegetarianką. Wierz mi że mieliśmy wszyscy na czele z nią przesr....Bo była extremalną wegetarianką, weganką czy jakoś tak. Nawet jajek i mleka.
Po tym traumatycznym przeżyciu powinienem napisać: wegetarianizm won z naszego morza. Owszem, wegetuj sobie na brzegu a w morzu żryj jak wszyscy ale myślę teraz że wszystko jest do pogodzenia. Trzeba miec umiar. Góry uczą umiaru i trunek też w nich ma swoje miejsce. Aby nie przesadzić.... w żadna stronę
Znam ten ból, bo na obozie górskim, który prowadziłam w Wielkiej Fatrze i w Górach Choczańskich był facet, który był weganinem - jadł tylko pestki, nasiona i owoce

Nikt mu nie powiedział słowa , był przemiłym i kapitalnym towarzyszem wędrówki, tylko sam musiał dźwigać swój ogromny plecak z tymi wszystkimi pestkami.

Po 7 dniach intensywnego łażenia po górach z ciężkim plecakiem złamał się i zjadł w Dolnym Kubinie "wyprażany syr".


Mam szacunek dla odmiennych postaw.
Ale również całkowicie rozumiem Dorotę.
Dla mnie osobiście góry i alkohol po prostu do siebie nie pasują.

I podobało mi się to co napisała Dorota. Ja w górach również zupełnie nie potrzebuję "wzmacniaczy wyobraźni".

Natomiast nie cierpię alkoholu, jeżeli z powodu czyjegoś pijaństwa, lub popijania ktoś inny odczuwa dyskomfort, spóźnia się, denerwuje się, naraża na niebezpieczeństwo siebie lub innych itd.

W żadnym miejscu nie napisałam że ci co piją to nie są "prawdziwi ludzie gór".
Ja w ogóle uważam że nie ma takich zwierząt jak "prawdziwi ludzie gór".

Pozdrowienia

Basia