Pewnego razu Edzio Dynks wybrał się na fazie z Dwernika do Koliby w Caryńskiem. Nie doszedł bo wpierdolił się do potoka. Tydzień podobno spływał zmagając się z żywiołem aż wylądował w Sanie (fakt przez tydzień nikt go nie widział). Po tygodniu podobno siny był od zimna.....lub wypitego dinksu....ze szczęścia że przeżył oczywiście.
Wielu szło w góry na srogiej fazie i nikt o tym nie wiedział bo to nie byli turyści jak by upadli no to co... za swoje nie. W górach każdy musi za siebie odpowiadać.
Ja tam wolę na trzeźwego w góry chyba że idę specjalnie po to i w doborowym towarzystwie ale wtedy trasa też odpowiedni łatwiejsza