Tak czytam te biadolenia przewodników z powodu pijaństwa wśród turystów. I prawdę powiedziawszy śmiać mi się chce. Jesteście przewodnikami, w górach pierwszymi po Bogu. Musicie sobie ludzi podporządkować.
Specjalizuję się w obsłudze grupi ntegracyjnych, gdzie czasami alkohol leje się strumieniami. Jest jedna zasada. W górach nie chleje się. Mają wybór albo chlanie albo góry. Coś za coś. Jak ostro piją to imprezka w knajpie, jak chcą chodzić po górach, brać udział w programie to muszą być trzeźwi. Prawie nigdy nie mam z tym problemów. Raz czy dwa odebrałam butelkę i na oczach grupy wylałam wódę. Raz czy dwa nietrzeźwych zostawiłam w autokarze. Raz czy dwa odmówiłam wejścia w góry ze względu na bezpieczeństwo. Raz czy dwa następnego dnia do grupy,która mi podpadła wysłałam najgorszego przewodnika w Bieszczadach. Nie można milczeć w trakcie, bo jeszcze grupa obrazi się, a organizator nie da dalszych zleceń. A co do zachowanie poniżej 550 m to pragnę przypomnieć Wam, że nam płacą niezłą kasę zapracę. Do naszych obowiązków służbowych należy znosić pijaństwo turystów. Nie można brać pieniędzy, a potem biadolić iż grupy są be.


Odpowiedz z cytatem