aha! to przed rozpoczeciem wycieczki zapowiadalas ze nie mozna pic? i byla umowa? to troche zmienia sprawe.. zwykle jak jezdzilam na autkarowki czy z biurem podrozy to nikt nie zabranial i w planie wycieczki tez ni slowa nie bylo. Stad moje zdziwienie.. jedynie rajdy ze studenckich kol przewodnickich byly naszpikowane skrajną wojujaca abstynencją.. wiec zawsze jak juz jezdzilam to jako wolny strzelec towarzyszacy a nie uczestnik i nie mieli na mnie haka![]()
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "
na wiecznych wagarach od życia...
Chodzi o umiar. W górach można wypić kieliszek ewntualnie dwa lub piwo ale już nie można wychlać całej butelki na głowę. Poza tym na alkohol trzeba sobie zasłużyć. Najlepiej smakuje po zejściu z gór, w fajnej knajpce. Poza tym wejście górskie jest tylko pewnym elementem programu. Przeważnie goście mają wieczorną imprezę.
Lucyno zabrałaś komuś wódke i wylałaś ją? Gdzie tak opisywane przez ciebie poszanowanie drógiego człowieka? Gdzie ta tolerancja? Może ten człowiek chciał tylko jednego baniaczka - o tak, na rozgrzanie? Osądziłaś go i wykonałaś wyrok?
Piszesz różne dziwne, czasem sprzeczne ze sobą poglądy.
A wracając do tematu, również spotykam się z takimi zachowaniami na szlaku, może nie aż tak strasznie drastycznymi ale się spotykam. Nie można oczywiście wrzucać wszystkich do jednego worka. Szanuje opinie wszystkich na forum - ja przychylam się do zdania tych, którzy uwarzają, że alkohol w górach to nie jest dobry pomysł.
wiesz, to chyba tez nie do konca tak.. zalezy od czlowieka.. jeden wypije male piwo jest uchlany jak swinia a drugi cala butelke wodki i tylko troche sie szerzej usmiechakazdy powinien wiedziec ile jemu wolno..
byl kiedys na wycieczce z pttk rzeszow taki koles, ktory ciagle zostawal w tyle, marudzil ze go cos boli, zaczepial innych, wszystko mu nie gralo.. ku zdziwieniu ekipy na trasie wyciagnal wodke (taka 0.7)i szedl z nia w rece cala trase i sobie po malutku popijal..na szczycie butelka byla pusta.. co ciekawsze im wiecej wypil tym szybciej szedl, byl weselszy, milszy i mniej marudzil. Do konca wyjazdu pil bez przerwy i sprawial klopoty tylko gdy mu zabraklo.. wiem ze to klasyczny przyklad alkoholizmu, ale dlaczego komus nie pozwolic robic z jego wlasnym zyciem co zechce? na szczescie przewodnicy tam nie zagladaja nikomu co je i pije , wiec wszyscy byli szczesliwi. A koles obszedl juz ponoc polowe gor ukrainy , oczywiscie na swoj sposob i jedynie wzbudza wielkie zdziwienie ze tak daje rade..
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "
na wiecznych wagarach od życia...
Buba przeczytaj wypowiedź Dziabki. Ona wyjaśniła dlaczego przewodnicy nie tolerują picia w górach. Kwestia bezpieczeństwa. Każdy przewodnik w górach kieruje się przez siebie wypracowanymi kryteriami.
Moim zdaniem w grupie zorganizowanej mają panować zupełnie inne zasady niż w grupie przyjaciół. W żadnym wypadku w czasie pracy, nie ważne czy w górach, czy na imprezie w knajpie nie wezmę alkoholu do ust. W górach pod opieką mamy kilknaście osób, czasami ponad 40. Siła grupy jest uzależniona od siły najsłabszego jej członka. Oczywiście, każdy z nas ma prawo do robienia tego co mu się podoba. Ogranicza go jednak interes drugiego człowieka. Nie zgodziłabym się poprowadzić takiego osobnika w górach ze względu na bezpieczeństwo. Jego i grupy. Pozostałby w autokarze. Nie mam prawa osądzać decyzji innych przewodników ale moim zdaniem to skrajna nieodpowiedzialność ze strony prowadzących grupę.
Jest jeszcze jedna kwestia, którą my przewodnicy skrzętnie omijamy. Choroby zawodowej przewodników, czyli alkoholizmu i powszechnegopijaństwa wśród przewodników. To może być jeden z powodów dlaczego przedwodnicy studenccy w ogóle nie akceptują alkoholu w górach.
Ostatnio edytowane przez lucyna ; 23-10-2008 o 11:24
Problem wtedy, kiedy nie jesteśmy na wycieczce autokarowej.
Jak wiesz ja często prowadzę obozy wędrowne, na których przemieszczamy się rożnymi miejscowymi środkami lokomocji.
Pijany uczestnik np. w czasie jazdy ciężarówką, w pociągu lub w tramwaju stwarza ogromne zagrożenie nie tylko dla siebie.
Z drugiej strony nigdy nie posunęłam się do tego aby komuś odbierać i wylewać wódkę. Uważam że ludzie są w końcu dorośli.
Gdyby coś takiemu człowiekowi się stało - to na pewno nie ja ponosiłabym odpowiedzialność, bo on sam się w taki stan wprowadził.
Mimo wszystko na miejscu przewodnika tej grupy o której pisze Buba (z PTTK Rzeszów) tego uczestnika zostawiłabym na dole przy najbliższej możliwej okazji i powiedziała wszystkim dlaczego.
Bałabym się brać odpowiedzialność za takiego człowieka.
Pozdrowienia
Basia
fakt... zauwazylam ze np. w pttk to problem...ale szczerze to chyba juz wole alkoholika niz fanatycznego wojujacego abstynenta.. mam moze troche uraz do tego drugiego gatunku..
najgorsza sprawa jak ktos lubi spiewac a nie umie :) wtedy te osoby z dobrym sluchem nieraz cierpia bardzo.. ja na szczescie dobrego sluchu nie mam
na szczescie nie wszyscy sa tacy..wiele razy zdarzalo mi sie napic z opiekunami chatek czy organizatorami imprez na adamach, gorowej czy szyrokim.. nie bede pisac z kim bo basia ich zapewne zna..najczesciej gdzies w lesie nieopodal czy inszym ukryciu..jak za starych dobrych szkolnych czasow
![]()
Ostatnio edytowane przez buba ; 23-10-2008 o 11:44
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "
na wiecznych wagarach od życia...
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)