P. Władka znalazłem, trzeba trafu, na Borsuczynach, zajętego zwózką drzewa. Powiem krótko, to człowiek którego warto poznać! Pochodzi z okolic Przemyśla. W Bieszczadach od 1981 roku, dokładnie połowę życia. Zaczynał jako pilarz, potem kupił jednego, drugiego konia. Pozostał wozakiem do dziś. Można z nim porozmawiać o byłych i obecnych prominentach, o Kiszczaku, Doskoczyńskim i innych. Z obecnych o p. profesorze B.. z Dydiowej, dla którego zerwał kilkaset kubików drzewa w ramach prac porządkowo-pielęgnacyjnych (o tym jak p. profesor B.. urządzał pułapkę na niedzwiedzia prawie nie wspomniał,widocznie to tajemnica!)
Mam jednak pewien kłopot, nie wiem jak opisać spotkanie z p. Władkiem żeby Dorota z K.., Basia Z. i inni nie doznali szoku, bo spotkanie nie było "na sucho". Dla świętego spokoju przyjmijmy że naszą świeżą znajomość popijaliśmy redbullem, tigerem czy też coca-colą! Zresztą, odkąd przeczytałem że niektórzy spotkanych na szlaku turystów oceniają po ubraniu, zacząłem się ubierać w lumpexie (zaprzyjaznionym,żeby w koszty nie iść), a na piersiówce nakleiłem napis "mrożona herbata"
Żeby nie rozpisywać się zbyt długo- p. Władek zaprosił mnie do siebie do domu, na dłuższą pogawędkę. Co do jednego tylko nie zdołaliśmy się porozumieć. P. Władek stanowczo zaprzeczył że mieszka na Fedkowskim, a nie mieszka z tej prostej przyczyny, że mieszka w Tarnawie N. O Fedkowskim nigdy w życiu nie słyszał i przy tym upierał się do końca naszej rozmowy!!! cdn


Odpowiedz z cytatem