
Zamieszczone przez
lucyna
Ta, rozmawiałam z dr Śmietaną na ten temat. Zajmuje się także niedźwiedziami.Sprawdziłam także u pani Kuncewiczowej (bliska znajoma Paulusiewicza, Berlinga, Pepery,jej mąż z nimi polował).Rozmawiałam także z Olą Biernat (córka pani Kuncewiczowej). Był jeden niedźwiedź, który zabijał zwierzęta domowe. Ile? Nie wiadomo. Na pewno kilka sztuk. Był odważny. Posunął się do tego, że wszedł do stajni jej kuzynki, zabił jałówkę, częściowo zjadł, a resztę zawinął w skórę i poszedł sobie. Został zabity przez Peperę. To nie jest ten miś z muzeum. Tego tylko oczerniono aby Jaroszewicz mogł zabawić się. Kiedyś, jeszcze wtedy, gdy pracowałam jako przewodnik muzealny w muzeum przyrodniczym w Ustrzykach Dol. rozmawiałam o tym z panem Peperą. Ponć zawsze dwóch strzelało. Jeden trafiał. Pan Pepera opowiadał mi także łzawą historię o wilkach. Ponoć tylko raz wybrał szczeniaki z gniazda. Samica albo matka albo piastunka ponoć szła z nim i dosłownie płakała. To go tak wzruszyło, że ponoć odniósł młode do gniazda. Jakoś nikt kto go znał, że moze uwierzyć w prawdziwość tej opowieści.
A wracając do niedźwiedzi. Tak jak mówiłam zdarzają się sporadycznie wypadki ataki niedźwiedzi na ludzi lub na zwierzęta. W tym roku trzy razy niedżwiedzie popieściły ludzi. Każdorazowo walczyły opokarm albo miały przeciętą droge ucieczki.