Na poprzednim sękowieckim KIMBie problem pokazów był rozwiazany bez rzutnika:P Ot, była pieczęć, jej strażniczka i zespół wspomagający, który wywoływał kolejno magicznym zaklęciem do pokazu indywidua opijające się piweczkiem w barzysku:D
Bez prądu, ekranu i bajerów widać było dokładnie i prawie jak na dłoni wszystko, co warto było oglądać:D A w dodatku każdy pokazowicz zyskał ładniusią pieczęć na pamiątkę. Gdzie co i jak wiedzą ci, którzy byli. Było wesoło i bez żadnych tam punktów i podpunktów programu:P
Sękowiec bez rzutnika - to mój typ:P
Derty