Cóż powiedzieć …
To co napiszę odbiega nieco od głównego wątku, ale chyba jest uzasadnione.

Przecież nie różnimy się w ocenie zbrodni dokonanych na ludności cywilnej przez UPA. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie temu zaprzeczał. To się już dokonało, to już jest historia. Historykom pozostawiam analizę przyczyn, dla których największa z mniejszości narodowych II RP sprzymierzyła się z niemieckimi faszystami, wystąpiła zbrojnie przeciw państwu polskiemu, przeciw ludności cywilnej, sąsiadom, a nawet członkom własnych rodzin.

Żyjemy tu i teraz i o ile nie mieliśmy żadnego wpływu na przyczyny, o których było wyżej, o tyle zapewne mamy jakiś wpływ na to, co się dzieje obecnie.
Nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą – pamiętamy to jeszcze ?. Jak czytam niektóre wypowiedzi, to mam wrażenie, że słowa te są nadal bardzo aktualne.

Ukraina nie jest bynajmniej betonowym monolitem pogrobowców z UPA i OUN. To kraj szarpany wewnętrznymi konfliktami, z narodem, który nadal poszukuje własnej tożsamości,
Jakże żałosny jest naród, który ma tylko takich bohaterów, którym krzyże (czy jak kto woli pomniki) stawia się po lasach, nocą, wnosząc je na szczyt na własnych grzbietach.


Cytat Zamieszczone przez Łapi Zobacz posta
1.
10. Dlaczego obrona polskiego interesu i zbiorowej pamieci ma byc przedmiotem krytyki? Coś w tym zlego, że jako Polacy powinniśmy myśleć o własnym pragmatycznym interesie? Nie twórzmy konfliktów, tam gdzie one są zbędne, ale bezwględnie pilnujmy swojego interesu i tożsamości.

A tolerancją nie się zajmuje Gazeta Wyborcza, internacjonaliści z zawodu a nawet z … myślę ze tu konieczne jest przemilczenie.

No właśnie, dobry moment na pytanie, co leży w naszym interesie.
Odpowiem krótko. Na pewno w naszym interesie nie leży eskalacja konfliktów z najbliższymi sąsiadami. Czasem warto sobie odpuścić, nawet przy braku wzajemności, i nie licytować się: wy nam tak – to my wam tak, wy nam krzyż to i my wam krzyż.

Zresztą popatrzmy sami na siebie. Nie mamy przyjaciół, nikt nas nie rozumie. Europa nie chce naszych wartości, które mieliśmy im zanieść, jako najcenniejszy nasz wkład w proces integracji. Czy zawsze musimy zachowywać się jak ten podwórkowy kundel, który: brzydki, nierasowy, niegroźny, odszczekuje się na lewo i prawo, a wystarczy mocniejszy kopniak, aby siedział w budzie z podkulonym ogonem. Jedni nas wykorzystują, inni się z nas śmieją, a jeszcze inni nami pogardzają. Czy musimy im dostarczać dodatkowych argumentów ? Jaki rodzaj satysfakcji odczujemy, jak wywalimy ten krzyż ?


A przechodząc do głównego wątku:
Proszę nie zarzucać mi „demagogicznych teatralnych chwytów”, czy jak wcześniej „relatywizacji odpowiedzialności”. Nie roszczę sobie pretensji do racji, ani nie zamierzam licytować, kto jest większym patriotą. Po prostu takie mam zdanie w tej sprawie. Nie warto niszczyć krzyży (czyje by nie były), tak jak nie warto wyburzać pomników ani palić książek, bo czy tego chcemy, czy nie, są częścią naszej wspólnej historii.

Pozdrawiam serdecznie.