Jeśli popatrzyć na to obiektywnie oczami kogoś z dalekiego kraju to właściwie nie ma się czemu dziwić.
Członkowie UPA byli Rusinami, a więc chrześcijanami jednak ich czyny świadczą, że byli wyznawcami diabła. Po drugie okazali się zdrajcami - stanęli z bronią w ręku przeciw narodowi, który 400 lat wcześniej ich przygarnął i pozwolił się w Polsce osiedlać nadając ziemię.
Mało tego - po wojnie polski generał Anders i ówczesny papież zabiegali o to, aby członków SS Galizien nie wydać na pewną śmierć w ręce Stalina pomimo, że Ukraińcy z SS Galizien dopuścili się straszliwych masowych mordów na ludności polskiej.
Tak się Polakom odwdzięczyli zarówno Ukraińcy jak i polscy Rusini.
Jednak uważam, że krzyż w tym miejscu powinien stać ponieważ miłosierdzie Jezusa Chrystusa nie ma granic i to nie my ludzie decydujemy o tym gdzie trafiły dusze tych co zginęli tam zginęli.
Natomiast najlepiej byłoby, aby nie było tam żadnego obelisku, żeby nie było punktu zaczepienia dla kolejnych mącicieli.
Było, minęło. Trzeba powiedzieć sobie nawzajem całą prawdę, wybaczyć, pojednać się i żyjąc dalej patrzyć w przyszłość, a nie medytować na temat przerw między wyrazami na obelisku.
Krzyż tak, obelisk absolutnie.
Jest to tym bardziej istotne, że sprawy wzajemnych relacji polskich katolików, polskich prawosławnych Rusinów i Ukraińców pod zaborem radzieckim nie da się zawrzeć w jednym wiekopomnym napisie.


Odpowiedz z cytatem