Cytat Zamieszczone przez Marcowy Zobacz posta
A
Poza tym użalanie się nad losem mróweczek, zajmujących się - nazwijmy to po imieniu - przemytem to czysta hipokryzja i podchodzenie do problemu - jak mówią w Poznańskiem - od dupy strony. Naprawdę wierzycie w to, że - przy tej skali zjawiska - przemyt nie ma żadnego wpływu na ekonomię, także regionów przygranicznych? Że limity mają przede wszystkim uderzyć w te biedne staruszki, co sobie spokojnie dorabiają po parę złotych do renty, albo w turystów, którzy przewożą dwie flaszki na pamiątkę? Nie widzicie, że to ogromna machina - nielegalna, nieopodatkowana i sterowana przez grupy przestępcze?
Tak się składa że jeżdżę do znajomych od kilku lat w okolice Lubaczowa (blisko Hrebenne i Korczowa),poznałem tam sporo osób dorabiających sobie na małym przemycie (jest mi w sumie obojętny-paliwa tam nie kupowałem,wódy nie piję a fajki incydentalnie używam) i mam takie uwagi: ludność tamtejsza zużywa przemycane dobra głównie na swoje potrzeby.Tzn na raz jedzie jedna lub kilka osób z wioski,nadmiar przywiezionych dóbr sprzedaje z niewielkim narzutem innym lub ewentualnie na okolicznym targu,zarobi parę złotych.Czasem przyjedzie Ukrainiec ze złotym uzębieniem,sprzeda towar z samochodu.Jeżdżący się wymieniają,taka lokalna inicjatywa.Faktycznie to ogromna machina,nieopodatkowana.Z jednym się tylko nie zgodzę absolutnie-że sterowana,zwłaszcza przez grupy przestępcze.Może te fajki sprzedawane w Warszawie czy Krakowie są przez mafię,ale tam,nad granicą nikt o niej nie słyszał.A poza tym zwracam uwagę na to że niekoniecznie to był przemyt,najczęściej tylko korzyść z różnicy w cenie czyli czystej wody przedsiębiorczość.Tak samo było na naszej zachodniej granicy do czasu Schengen,tylko tam złościli się skarbowi niemieccy a cieszyli nasi handlowcy, czyli "zapomniał wół jak cielęciem był".