Pewnego ciepłego, majowego dnia spotkałam Pana Jana w jednym z moich ulubionych miejsc... azylu od świata. Poprosił o szklankę wody ... a potem jakoś od słowa do słowa dzień zmienił się na późne popołudnie. Wtedy osobiście poznałam człowieka którego poezję czytałam od zawsze... dwa sacrum zbiegło się w jedno. Do dziś bardzo miło wspominam to spotkanie, tym bardziej, że owocem był wiersz, który od niego dostałam ...
Zejście z Huczka
Trop niedźwiedzia
i drżące jeszcze
siewki brzóz
Stary potok usycha z żalu
i tylko jeden
promień krzyża
z huty Fredrowskiej
na kurhanie
Obok
w kolibie
z pni sosnowych
barwionych lisami
dogasa romans
poetki cygańskiej
z białym wierszem
w talii
Z wonią ziół
absynt wróżby
w którą uwierzył
zaczarowany
Pewien student
z metropolii
Sanok, 6 maja 2007


Odpowiedz z cytatem