Tak sobie jeszcze myślę, co konkretnie sprawia, ze gdzieś czujemy się "u siebie" a gdzieś indziej obco.
I przypomniał mi się taki obrazek sprzed ponad 20 lat.
Wędrujemy sobie wiejską drogą gdzieś w Gorcach.
Jakieś drewniane niezbyt stabilne płoty, jakaś drewniana chałupa, błoto, w tym błocie taplające się kaczki.
Szłam akurat z kolegą, którego żona wyjechała za granice i on ją tam często odwiedzał. I na widok tych ubłoconych kaczek kolega mówi - to jest to co ja lubię w górach a czego inne góry są pozbawione - taka sobie "wsiowa" droga, błoto, rozwalony płot, kaczki.
Góry za naszą zachodnią granicą są sterylnie czyste, polne ścieżki zwykle wyasfaltowane (sama byłam kiedyś w Szwajcarii, więc też zwróciło to moją uwagę), brak im tego swojskiego bałaganu. Jak jest drewniana chałupa to zawsze "odstrzelona" jak z kalendarza i nigdy nie jest waląca się.

To jest ładne jak z kalendarza, ale ja się tam czuję obco.

Tymczasem zarówno na Ukrainie, jak i na Słowacji jak i w Rumunii takich obrazków jak opisałam nie brak, nawet jest ich więcej niż u nas.
Tam ludzie w górach żyją, koszą trawę, wypasają owce, stojące w górach chałupy to nie są domki rekreacyjne a miejsce zamieszkania ludzi.

Szczególnie lubię rejon Huculszczyzny z wszechobecnymi płotami, przegradzającymi nawet drogi i potoki.

Ja się tam też czuję jak u siebie, mimo ze to inny kraj. Nawet bardziej "u siebie" niż np. w Sudetach, gdzie jest całkiem inny sposób zabudowy.

Ale to tylko takie moje prywatne wrażenia.

Pozdrowienia

Basia