Niedziela, 22 października. Samochodem docieram w okolice Moszczańca. Tam zakładam buty trekingowe na nagi a koszyk na kierownicę i jadę na grzyby. Rower zostawiam w dolinie przy tej oto wiacie (fotografia archiwalna)

DSCF1246-1.jpg

Prawdziwków w ogóle już nie ma, podgrzybki stare. Jest jeszcze trochę rydzów, niestety głównie "krogulce", nie mylić z ptakiem Młodzieży nie ma, ledwo kilkanaście sztuk, jako takich udało się zebrać. Nie ma co więcej plątać się po lesie, gdzie indziej lepiej też nie będzie. Wracam do auta, zmieniam ciuchy i buty, w których wygodniej mi będzie spędzić kilka godzina na rowerze. Jadę na Jasiel. Standardowo przerwa na polu namiotowym, gdzie jest pusto i cicho. Zaglądam do wiaty, w środku sporo śmieci, w tym słoików, ciekawe czy w lecie dalej urzęduje tu ten profesur z Łodzi czy skądś tam. Zdjęć stamtąd nie wkleję, bo nie robiłem.
Uroczymi Jasielowymi traktami jadę na granicę i przez Haburske Raselenisko docieram do mojego ulubionego punktu widokowego na południowym stoku Weretyszowa.

DSCF8248.jpgDSCF8249.jpgDSCF8251.jpgDSCF8253.jpg

Tam już mocno duje od południa i rezygnuję z jazdy na Słowację, wracam na granicę i obieram kierunek wschodni. Liście już opadły i tworzą piękne dywaniki. Niestety często zdradzieckie, bo nie widać pod nimi błota. Jeden raz się o tym przekonałem i mało nie upadłem z roweru. Mój sprzęt nie jest dedykowany na taki teren, ale radzi sobie nawet nie najgorzej. Nie ma tam dużych nastromień i więcej jadę niż pcham.

DSCF8255.jpg

Zatrzymuje się przy pomniku poświęconemu Armii czerwonej i słowackiej utulni typu psia buda. Taka sama jest na Przełęczy Łupkowskiej. Są to obiekty mało komfortowe, zdecydowanie wygodniejszy moim zdaniem jest namiot.

DSCF8256.jpgDSCF8257.jpg

Jadąc granicą docieram do Wielkiego Bukowca, czy Pasiki jak kto woli.

DSCF8258.jpg

Tam odwrót i dośc szybko, omijając już Weretyszów zjeżdżam do Jasiela. Tym razem na polu namiotowym stoją, dwa auta, płoną dwa ogniska i jest kilkanaście osób. Z powrotnej drogi dostrzegam rydze, zbieram, potem jeszcze w innym miejscu i powiększam urobek o 100 procent, dzięki czemu udało się zamarynować trzy słoiczki. Na koniec jeszcze jedna fotka traktu do Moszczańca.

DSCF8260.jpg