W środę po pracy zaplanowaliśmy że mykamy do Dołżycy jutro dzień wolny ,więc szkoda byłoby siedzieć w domku.Ekipa nasza w okrojonym składzie ,ale w czwartek miał do nas dołączyć prawie prosto z samolotu Januszi oczywiście na doczepkę i Kasia.Więc tak z dudzkiem ruszyliśmy do Pantałyku gdzie czekać miał na nas tam Tomek z zimnym złocistym pieniącym się płynem : Mrgreen:I tak po niespełna godzinie witaliśmy się z Tomkiem i jego ładniejszą połową ,zaraz tez przybiegła Ilona z Waldkiem i już do szcześcia brakowało mi tylko obiecanego lizania przez Falko
A Falko pieszczoch nie z tej ziemi zaraz rzucił się na mnie przewracając mnie na ziemię używał sobie w lizaniu że ho ho .Rozpakowaliśmy plecaki i zaczęła się biesiada która trwała do późnych godzin nocnych
Ranek przywitał nas ciepły ale słoneczka jakoś tak mało było ,i nawet leciutko i nieśmiało zaczęło kropić .Ale Janusz przyjechał i przywiózł ze sobą troszkę słonka
.Wędrowania dużego nie było bo lenistwo totalne nas ogarnęło i nagadać my się nie mogli .Ale mała wycieczka na kaskadę w Dolżycy by się przydała .Ot i parę fotek z tej wyprawy.A jak wracaliśmy z powrotem do domku czar i magia opowieści o Indiach sprawiła że w BN pojawiły się Hinduski
w oryginalnych chustach
![]()


i oczywiście na doczepkę i Kasia.Więc tak z dudzkiem ruszyliśmy do Pantałyku gdzie czekać miał na nas tam Tomek z zimnym złocistym pieniącym się płynem : Mrgreen:I tak po niespełna godzinie witaliśmy się z Tomkiem i jego ładniejszą połową ,zaraz tez przybiegła Ilona z Waldkiem i już do szcześcia brakowało mi tylko obiecanego lizania przez Falko
Odpowiedz z cytatem