Pierwszą niedziele listopada postanowiliśmy spędzić w Beskidzie Niskim, bo to już dzień krótki i czasu na wędrówkę mniej. Pod owadem czerwonym w czarne kropeczki czekaliśmy na Miejscowego, zakupiliśmy magiczny i złocisty płyn co by w czasie wędrówki nie uschnąć z pragnienia i ruszyliśmy. Jeszcze wstąpimy do krainy gdzie jeszcze do dziś bulgocze w ziemi ropa naftowa i jazda już z Kasią ruszamy na Jasiel. Autko zostawiliśmy Woli Niżnej i wolniutkim kroczkiem ruszyliśmyniebo nad nami lazurowe, słonko cudne, motyle fruwają kurcze toć to piękna P
polska jesień. Pierwszy przystanek na cerkwisku zapalamy znicze chwila zadumy i ruszamy dalej. Zbaczamy na łąki co by poleżeć suchych i pachnących trawach, złapać jeszcze ostatnie promyki tak mocnego słoneczka, cudnie tu jest ale pora ruszać dalej. Ruszamy aleją suszonych liści, co my tam nie wyprawiamy a to leżymy w nich i wąchamy to podrzucamy cieszymy się jak małe dziewczynki z Kasią. Docieramy w końcu na bazę rozpalamy ognisko i pieczemy kiełbaskę, mniam mniam pyszna jest Duch pilnował jej jak oka w głowie, nawet jak fotki robił nie wypuszczał jej z ręki bał się co byśmy z Kasią mu nie zeżarłySłonko chyliło się ku zachodowi to znak że pora wracać do domu, w jednej chwili powiało wilgocią i przypomniało nam że to już jesień, ale jaka jesień??? jaka cudowna ba przecudowna i taka jak poeci piszą o niej w swoich wierszach ech jesień jesień.....


Odpowiedz z cytatem