Zgadza się - grzybów mnóstwo.
Już od paru sobót chodzę na grzyby - raz bo lubię a dwa, by nowego towarzysza do terenu przyzwyczaić (stary po 12 latach odszedł...)
Tydzień temu byłem turystycznie na SK we wsi Ruskie, na łąkach dużo kanii, 2 tygodnie temu w naszym Beskidzie, sporo grzybów, prawdziwki, kozaki czerwone. nie miałem już do czego zbierać więc zamiast wracać lasem - wyszedłem na stokówkę. a tam przy drodze 4 wielkie kanie.
W tę sobotę do lasu zabrałem - oprócz towarzysza - jeszcze połowicę, wydawało się to dobrym pomysłem
Ale to dodatkowe oczy i ręce do niesienia grzybów. I znów sporo prawdziwków, maślaków, podgrzybków, podcieczy. Pojawiły się też rydze. Wyganiałem połowicę do stokówki, sam tam pierwszy doszedłem i by nadaremno nie czekać na nią - poszedłem w las na drugą stronę drogi. Parę metrów od wejścia - 3 spore prawdziwki, dalej nie szedłem, miałem dość. Wiedziałem, co nas czeka po powrocie do domu.
Reszta soboty i połowa niedzieli spędzona na obieraniu, doczyszczaniu. A suszenie jeszcze trwa...


Odpowiedz z cytatem