Wiem, że mój wypad nie był tak ambitny jak kolegi Xaviera...ale przyznam, że jak na pierwszy raz jestem zadowolony. 31.12.2008r. udało Nam się pokonać pieszo trasę Myczkowce(nocleg)-tama Solina i z powrotem, także jakieś 16-17km na początek stosunkowo płaskiego spacerku wystarczyło. Po czym wróciliśmy tam wieczorem autem na powitanie Nowego Roku!
01.01.2009r. - rano wyjazd do Komańczy, później pieszo przez Prełuki-Duszatyń...chcieliśmy dojść do Jeziorek Duszatyńskich ale "strumyk" który urósł do szerokości ok.3m i odpowiedniej głebokości zniechęcił nas do tego...więc zawróciliśmy i przez Radoszyce pojechaliśmy do Medzilaborce wcześniej odwiedzając Klasztor Nazaretanek w Komańczy. wracając w Tarnawie chcielismy skrócić sobie drogę do Leska i zamiast pojechać przez Zagórz skręcilismy na Tarnawę G. by zatrzymać się kilkanaście metrów przed szczytem górki(był zakaz wjazdu i droga nieutrzymywana w okresie zimowym) więc jakieś 400m trzeba było zjechać w dół przy użyciu hamulca ręcznego na wstecznym-zajęło mi to jakieś 20min...-to akurat jedyna przygoda która mogła zakończyć się "ciekawie" ale GOPR-owców napewno nie trzeba byłoby wzywać
02.01.2009r. - Kamień leski, Cisna(m.in.Siekierezada), muzeum przyrodn-łowieckie koło Baligrodu, popołudniu ok 16.00 wyszliśmy w kierunku Zapory Myczkowieckiej by przejść już o zmroku przy użyciu czołówki w kierunku Zwierzynia koło źródełka i dojść do domku przed 20 zachodząc jeszcze do ośrodka Caritasu.
03.01.2009r.- kierunek Ustrzyki Dln. tj.Muzeum, wczesniej jeszcze raz wizyta w Caritasie za tzw. "dnia"
Wiem, że nie brzmi to imponująco w stosunku do zdobywających szczyty o tej porze...ale gdy po cichu myślałem o wejściu na Chryszczatą idąc do Jeziorek Duszatyńskich co nawet to się nie udało...lepiej wrócić całym i zdrowym a poza tym zawsze będzie do czego wracać...byłoby to zbyt łatwe jakby się za pierwszym razem udało. Połoniny, Tarnicę zostawiam na lepszą pogodę...może za parę lat...o tej porze.
Pozdrawiam