Dzień 8

Pada. Niebiosa płaczą, że Bertrand razem z towarzystwem opuszczają Muczne. Nie spieszymy się. Śniadanie, pakowanie klamotów, pożegnanie z Pawlakami. Kargule nas zignorowali i się nie pojawili przez cały nasz pobyt . Obiecujemy, że jeszcze tutaj wrócimy /Ja swoją obietnicę już dwukrotnie spełniłem od tego czasu/ i wyjeżdżamy w nieznane. Nieznane dla mnie, bo nigdy jeszcze nie kwaterowałem w tej miejscowości. Powiem tak. Jedziemy przez U.G. Wetlinę, Cisną. W Cisnej widać, że trwają przygotowania do Bieszczadzkich Aniołów. Obiecujemy sobie, że przyjedziemy tutaj dopiero jak tłumy się rozjadą. Cały czas pada. Jedziemy dalej przez Wolę Michową. Postanawiam skręcić w lewo. Przez wioskę, później serpentynami pniemy się do góry. Dalej zjeżdżamy w dół. Po obu stronach drogi stoją dwa kioski. Już puste. Bez funkcjonariuszy naszych i Słowackich. Dalej nie jedziemy. Nabywamy drogą kupna specyfiki do zaklinania deszczu i wracamy do kraju. Po dojechaniu do Drogi Karpackiej skręcamy w lewo i spokojnie jedziemy do miejscowości będącej siedzibą gminy. Zatrzymujemy się przy naszym „Gospodarstwie Agroturystycznym”. Zabieramy klucz od domku i jedziemy kawałek dalej. Do domku, który stoi na górce trzeba podjeżdżać jedynką, tak mówił gospodarz i chyba miał rację. Rozpakowujemy się. Pada. W takiej sytuacji na usta ciśnie się tylko jedno słowo. Takie na ku... Zaczynamy zaklinać deszcz. Zapasy specyfików się kurczą…