Napięcie wyborcze rośnie! Wygląda na to, że jest niewiele osób, tak stałych w uczuciach i swoim wyborze, jak ja. W tej turze zdania nie zmienię. Aby jednak choć na chwilę oderwać Was od tych najważniejszych od roku wyborów zammieszczam opis kolejnego dnia. Będziecie trochę zawiedzeni ale urlop, to nie tylko codzienne przedzieranie się przez chaszcze i błoto...

Dzień 15

Przeprowadzka. Jedziemy do Zawozu. Oczywiście robimy to pomału z powagą. Po drodze zatrzymujemy się w Cisnej. Rysiek opowiada o Bieszczadzkich Aniołach, których dzięki Bogu i partii udało nam się nie widzieć. Obok Atamanii stoi fajna Kapliczka Pamięci. Część kapliczki jest dłuta Zdzisława Pękalskiego. Możecie powiedzieć, że obciachowa ona jest, ale mi ona nie przeszkadza. Obok Atamanii kupujemy jakieś pamiątki, ale nie te z Chin. Następnie kawa miętową w Herbaciarni. Potem obiad w Zaciszu. Dojeżdżamy w końcu do Zawozu. Danusia i Krzysztof witają nas prawie jak rodzinę. Zawsze chętnie tam jedziemy. Mieszkamy w odremontowanym domu dla turystów. Na dole 5 pokoi dwuosobowych i wspólna kuchnia i jeszcze jakieś pokoje na piętrze. Obok zadaszone miejsce na grilla. Super to zrobili. Ponieważ jest strasznie gorąco idziemy nad wodę. Renatka chrześniak i ja zażywamy kąpieli. Wracamy na pokoje. Rozpakowujemy się i pod dachem bez grilla grzejemy. Co grzejemy niech zostanie naszą tajemnicą…