Niedzielny zimowy spacer poza Wami. Jesteście zmarznięci. To zapraszam...
Dzień 5
Nie wiem, jak to się stało, ale kolega chrześniaka zostaje z nami jeszcze jeden dzień. Rano usłyszałem to przy śniadaniu. O.K. Myślę sobie. Ciekawe, co dzisiaj będziemy robić. Żona kuzyna proponuje Zatwarnicę. Nikt nie oponuje. Po śniadaniu wyruszamy. Po drodze widzę po raz pierwszy przy tej drodze tablicę z napisem „Chmielowe Kaskady”, albo odwrotnie. Daję po hamulcach. Okazuje się, że słusznie. Miejsce bardzo zacne. Szkoda tylko, że po pierwsze przy samej drodze jest i po drugie, że nie można zejść nad San. Robimy sobie sesję zdjęciową. Podczas sesji pytam się kuzyna, czy gdyby jechał sam, to czy zatrzymałby się tutaj. Usłyszałem, że nie. Kuzyn jest takim typem kierowcy, który jedzie z punktu A do punktu B i nigdzie się nie zatrzymuje. W ten sposób jednak niewiele się zobaczy. Jedziemy dalej. Zatrzymuję się po drodze przy cerkwi w Chmielu, ponieważ nigdy nie byłem w środku. Idę do domu po drugiej stronie drogi z pytaniem, czy mogą mi cerkiew otworzyć. Usłyszałem, że muszę mieć zgodę księdza. Bez zgody nic nie załatwię. Lipa, ale na tacę też nie dostaną. Jakieś dziwne podejście do turystów. Zupełnie inne niż na przykład w Michniowcu, czy Smolniku, nie wspominając o Komańczy. Droga robi się iście bieszczadzka, czyli więcej dziur niż asfaltu. Nie wiem jak inni użytkownicy forum /nie cierpię nazwy forowicz – a ona ponoć poprawna jest/, ale ja z sentymentem dużym wspominam drogi bieszczadzkie jeszcze sprzed renowacji. Po drodze wypatruję pewnego miejsca, ale o tym opowiem innym razem. Teraz zatrzymuję się przy sklepie i na kultowym ponoć tarasie wypijam zimne piwko. Z rozrzewnieniem wspominam czasy, kiedy bezpośrednio z tarasu można było zamówić lane piwko. Dziś te drzwi są zamknięte. Na tarasie oczywiście nie jesteśmy sami. Trzech miejscowych fanów wyskokowych napojów chłodzących, właśnie się chłodzi. Mogę powiedzieć nawet, ze są dosyć mocno schłodzeni. Tak, żeby coś zagaić pytam się czy dojedziemy do Krywego. Ten najmniej schłodzony jegomość odrzekł, że i owszem dojedziemy bez problemów, ale nie tymi pojazdami, którymi przyjechaliśmy. „Panie tam za wysokie progi już są. Takim autkiem nie da rady”. Uznaję, że gość mimo swojego stanu wie, co mówi. Wybijam sobie z głowy jazdę w tamtym kierunku tego roku. Dopijam piwko i ruszamy dalej. Już niedaleko. Zostawiamy pojazdy na pętli autobusowej i ruszamy pieszo. Kuzyn się buntuje, że można jeszcze było trochę podjechać, ale idzie ze swoją załogą. Gdyby jechali na pewno nie zobaczyliby monumentalnego pomnika z zagadki, Henka chyba. Po kilku dosłownie minutach dochodzimy do miejsca szumnie zwanego Wodospadem. Tutaj czytamy na tablicy, jakie to w potoku tym pstrągi nie pływają. Informacje te chłoniemy bezkrytycznie. Skoro stoi napisane, to tak jest. Dopiero w listopadzie będąc w tym samym miejscu z Naczelnym Przyrodnikiem tego forum dowiedziałem się od niego, że pstrągów tęczowych tutaj nie ma i nigdy nie było. Ot ciekawostka przyrodniczo-informacyjna taka… Schodzimy do potoku, robimy zdjęcia i takie tam zabijanie czasu. Zdecydowałem, że idę na Dwernik Kamień i schodzę do Nasicznego. W towarzystwie zapanowała konsternacja całkowita. Wyjęto mapy i zaczęto studiować, co, gdzie i jak długo. Nikt nie przejawia entuzjazmu żadnego. Proszę Renatkę tylko, żeby po mnie przyjechała do Nasicznego o określonej godzinie.


Odpowiedz z cytatem