Masz rację, ale to nie była zagadka. To piwo, to będę musiał przemyśleć jeszcze. Słyszałem o takim zwyczaju, że jak ktoś dosiada się do ogniska, to coś ze sobą przynosi.
O.K. Zapraszam w lutym do Twista.
Pozdrawiam
Masz rację, ale to nie była zagadka. To piwo, to będę musiał przemyśleć jeszcze. Słyszałem o takim zwyczaju, że jak ktoś dosiada się do ogniska, to coś ze sobą przynosi.
O.K. Zapraszam w lutym do Twista.
Pozdrawiam
bertrand236
Dzień 9.
Mówcie, co chcecie, a ja swoje wiem. Jak się dobrze zaklina, to cel się osiąga. Trzeba się tylko dobrze starać i odpowiednich środków zaklinających używać.
Poranek przywitał nas słoneczkiem.
W tym miejscu muszę podzielić się z wami pewną refleksją. Otóż od lat kilku będąc w Bieszczadzie oczy moje uciekały w stronę Beskidu Niskiego. Dlatego jeden tydzień urlopu zaplanowałem właśnie w Komańczy. Niby jeszcze Bieszczad, a Beskid Niski z zasięgu nogi i oka. Przygotowywałem się trochę bardziej do tego tygodnia niż do ostatnich wyjazdów w Bieszczad. Po prostu Beskidu Niskiego nie znam wcale. Absolutne nul. Dlatego poprosiłem sir Bazyla o rady na długo jeszcze przed urlopem. Dzięki Ci w tym miejscu Bazylu za Twoje cenne rady i gotowe plany wycieczek.
Komańcza, to nie Muczne i śniadania trzeba sobie robić samemu. Po śniadaniu pakujemy się do karawanu i hajda w stronę Dukli. Aż tak daleko nie jedziemy. Najpierw krótki postój na pogorzelisku i budowie. Jestem pod dużym wrażeniem zaawansowania prac przy odbudowie cerkwi. Jedziemy do Woli Niżnej i tam skręcamy w lewo. Bardzo wyboistą drogą dojeżdżamy do miejsca, w którym znajduje się „Ośrodek Łowiecki Gawra”. Tutaj zostawiamy karawan i idziemy drogą pieszo. Droga ta prowadziła nas lekko pod górę poprzez malownicze łąki. Minęliśmy leśnictwo Rudawka i szliśmy dalej. Ja wypatrywałem po lewej stronie drogi miejsca, w którym mógłby znajdować się cmentarz i miejsce po cerkwi. Po pewnym czasie po lewej stronie drogi, za Jasiołką widzę takie miejsce. Nawet jest kładka przerzucona przez Jasiołkę. Starym zwyczajem mówię, że idę poszukać cmentarza i nie oglądając się za siebie przechodzę przez kładkę. Po pewnym czasie dogonił mnie kuzyn w przemoczonych butach. Widocznie uznał, że kładka jest dla cieniasów jakiś. Na nasze szczęście / tak mi się wydawało/ z naprzeciwka idzie dwóch jegomościów. Pytam się o cmentarz i zdziwko z mojej strony, bo oni nic nie wiedzą o cmentarzu. Sprawiali wrażenie ludzi spędzających urlop w okolicy. Nic to kilkuletnie bieszczadzkie doświadczenie w łażeniu po cmentarzach zrobiło swoje. Cmentarz jest dokładnie tam, gdzie go oczekiwałem. Zarośnięty mocno, ale jest. Wyraźnie widać schody do istniejącej tu kiedyś cerkwi. Połaziliśmy, porobiliśmy zdjęcia i wracamy. Nie wiem, dlaczego ale po takich starych cmentarzach lubię włóczyć się samotnie. Wychodząc z cmentarza zauważamy na drzewie suszącą się skórę. Czyżby ci ludzie, których spotkaliśmy kłusowali tu sobie i nie chcieli, byśmy tutaj chodzili?
Na drodze czekają na nas kobiety i chrześniak. Idziemy dalej drogą gruntową wijącą się poprzez łąki. Dochodzimy do miejscowości Wola Wyżna. Nie powiem żeby miejsce to było urokliwe. Jest ponure. Jakiś blok, jakieś rozwalające się budynki po PGR. Krótka narada bojowa. Panie stwierdzają, że im się już nie chce dalej iść i wracają. Nic na siłę. Chcą wracać – ich prawo. Urlop jest. Nam jest to na rękę, kiedy my wrócimy do Woli Wyżnej, to powinien już na nas czekać w tym miejscu karawan. Krótkie pożegnanie i idziemy dalej. Doga po kilkuset metrach zagrodzona jest szlabanem. Omijamy go i wchodzimy do lasu. Żywego ducha tu nie ma. Nawet ptaszki nie śpiewają. Po pewnym czasie droga wyprowadza nas na uroczą polanę. A na polanie, co stoi? Kto zgadnie? Bingo! Ambona stoi. Tu zwierzyna musi przychodzić i łatwo ją obserwować przez lunetę przykręconą do lufy. Chrześniak nawet wszedł na nią, aby sprawdzić. Nie wiem co, ale aby sprawdzić. Po małym odpoczynku podążamy drogą dalej. Na jednej z mijanych polan leśnicy zrobili sobie skład drewna.
bertrand236
"Rozum mówi nie raz: nie idź, a coś ciągnie nieprzeparcie i tylko słaby nie ulega; każdy z nas ma chwile lekkomyślności, którym zawdzięcza najpiękniejsze przeżycia." W. Krygowski
Dochodzimy ponownie do szlabanu. Wychodzimy na przepiękne łąki. Dzięki Ci Bazylu - myślę sobie. Tutaj jest naprawdę cudownie. Urok tego miejsca podkreśla brak ludzi. Poza nami nikogo tu nie ma. Idziemy dalej. Po lewej stronie drogi stoi krzyż w miejscu gdzie, jak myślę był cmentarz w Rudawce Jaśliskiej. Zresztą po drodze mijamy, a to krzyże, a to cokoły, na których kiedyś one stały.. Dochodzimy do cmentarza i miejsca po cerkwi. Są zaraz przy drodze po jej lewej stronie. Obchodzimy te miejsca. Są one uprzątnięte i w miarę zadbane. Tak sobie myślę, że dbają o to miejsce Pracownicy L.P. Może się mylę, ale w tej chwili nie ma to żadnego znaczenia. Idziemy dalej, po drodze po prawej stronie mamy przepiękne jeziorka bobrowe. Chyba bobrowe. A może sztucznie zrobione przez człowieka? Wszak napis głosi „Zbiornik Przeciwpożarowy”. Wiem, że tutaj w rezerwacie „Źródliska Jasiołki” stoją dwa pomniki, do których chcemy dojść. Jeden to pomnik Wopistów, a drugi to pomnik Kurierów Beskidzkich A.K. Dochodzimy do pomnika Kurierów. A zatem pomnik Wopistów minęliśmy albo został on zniszczony. Odpoczywamy przy głazie, który robi za pomnik Kurierów i wracamy bacznie rozglądając się za pomnikiem Wopistów. Nie ma go i już. W tym miejscu prośba do Was. Póki, co niech tak zostanie i nie komentujcie tego teraz proszę. Ponieważ jest parno i gorąco wracamy powoli. Po drodze ku mojemu zdziwieniu spotykamy cztery osoby. Idą tam skąd my wracamy. Krótkie cześć i się rozchodzimy. Mocno zmęczony docieram do karawanu. Na moje zmęczenie w znacznym stopniu ma chyba wpływ wczorajsze zaklinanie deszczu. Wracamy powoli wyboistą drogą do Drogi Karpackiej. W trakcie jazdy uzgadniamy, że na obiad jemy smażony ser z frytkami i zimnym Keltem polany. Oczywiście takie specjały dają w Barwinku po słowackiej stronie. Obiad wprawia nas w dobry nastrój. Potem zakupy w sklepie, a potem chcemy zobaczyć panoramę z wieży po słowackiej stronie stojącej. Niestety obiekt ten już jest zamknięty, pomimo tego, że pora nie jest jeszcze zbyt późna. Cóż, co kraj to obyczaj. Wracamy do naszego. Po drodze zatrzymuję się w Wisłoku Wielkim przy cerkwi. Parę fotografii i jedziemy dalej. Teraz zatrzymujemy się przy galerii z dużym aniołem. Tam jak zwykle oglądamy obrazy i ikony. Czy ładne? Jak, kto lubi, ale my z Renatką lubimy. Po wizycie w galerii wracamy do naszego domku na górce. Ja jeszcze idę nogi sobie wymoczyć do pobliskiego stawu.I tak minął nam kolejny dzionek….
bertrand236
Ostatnio edytowane przez joorg ; 26-01-2009 o 14:12
"dosyć często rozważam co jest warte me życie?...tam na dole zostało wszystko to co cię męczy ,patrząc z góry w około - świat wydaje się lepszy.."
Pozdrawiam Janusz
Ostatnio edytowane przez bertrand236 ; 26-01-2009 o 14:37
bertrand236
Do Twej prośby, tej z tekstu, się zastosowałem...teraz czas na powyższą uwagę.
Niech zatem i ja samotność Twoją zakłócę tym małym wpisem.
Tym bardziej, że zniosło Ciebie/Was w najbliższy mej duszy Beskid...
a przy ognisku przysiadam każdego dnia bardziej lub mniej widoczny
Pozdrawiam i czekam przy ogniu.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)