Trochę przygasa.. Miało być o pomniku, ale na razie nie będzie. Będzie o przyjaznej ręce sowieckiej armii..
Dzień 10
Pogoda cudowna. Jedziemy, zatem do Łupkowa. Nie, żeby tam spać, ale zobaczyć. Nowy Łupków zawsze robił na mnie przygnębiające wrażenie i nic się teraz nie zmieniło. Przejechaliśmy przez centrum i pojechaliśmy drogą w kierunku stacji kolejowej. Parkuję na tyłach stacji i idziemy do kolejarzy. Pytam się, czy możemy przejść tunelem na słowacką stronę. Usłyszeliśmy, że za chwilę pojedzie pociąg, a potem możemy iść. Rzeczywiście pociąg nadjechał szybko. Na początku tunelem idzie się fajnie, a potem robi się ciemno. Tylko to światełko na końcu tunelu… Po kilku minutach wychodzimy po słowackiej stronie. Ja oczywiście od razu włażę na górę, nad tunel. Robię fotki i schodzę na tory. Po chwili z tunelu wychodzi jeszcze kilka osób. Na murze obok wjazdu do tunelu jest tablica w języku rosyjskim rodem z zamierzchłych czasów oznajmiająca, że bratnia ręka sowieckiej armii odbudowała to, co nienawiść niemiecka zniszczyła. Posiedzieliśmy chwilę przy tunelu i postanowiliśmy wracać. Ruszyłem z kopyta do przodu. Szybko zostawiłem towarzystwo za sobą w tunelu. Po wyjściu skierowałem się w lewo, a potem w kierunku zabudowań. Popadł mnie mały bardzo hałaśliwy piesek. Właścicielka psa starsza pani zdziwiła się niezmiernie, ze ktoś z tej właśnie strony nadchodzi. Przywitałem się grzecznie i poszedłem dalej. Po chwili zaczął szczekać większy pies. Tego już znałem. To strażnik domu Krysi Rados. Krysia nie od razu mnie poznała, ale jak już spunktowała, kto ją odwiedził, ucieszyła się bardzo na mój widok. I tu mnie zaskoczyła. Powiedziała, że wiedziała, iż ją odwiedzę. Kurcze pytam się, ale skąd? Otóż niejaki Darek odwiedził ją kilka dni wcześniej i powiedział, ze będę w tej okolicy i na pewno ją odwiedzę. I tak się też stało. Ku wielkiemu niezadowoleniu Krysi odmówiłem kawy tylko zamieniłem kilka z nią słów i powędrowałem na stację kolejową. Tam przyszła reszta grupy. Karawanem podjechaliśmy na rozwidlenie dróg. Ja z chrześniakiem poszliśmy na cmentarz, a reszta poszła do schroniska. Nam na cmentarzu zeszło trochę czasu. Moim zdaniem cmentarz w Łupkowie jest najpiękniejszym cmentarzem bieszczadzkim. Każdy może mieć inne zdanie, ale jam mam właśnie takie. Wychodząc z cmentarza zobaczyliśmy jak obok nas śmiga łania. Po kilku minutach dotarliśmy do schroniska.


Odpowiedz z cytatem