Browar! Dzięki. Ale to mój pierwszy raz był. Teraz wiem jaka to przyjemność jest tam wejść. Napewno to powtórzę i to nie raz
.
Pozdrawiam
Browar! Dzięki. Ale to mój pierwszy raz był. Teraz wiem jaka to przyjemność jest tam wejść. Napewno to powtórzę i to nie raz
.
Pozdrawiam
bertrand236
Dzień 12
Przy śniadaniu pokazałem mapę i plan mojego marszu w dniu dzisiejszym. Mój plan z aplauzem się nie spotkał. Jednoznacznie wszyscy stwierdzili – Idziesz dzisiaj sam. Ponieważ często zdarza mi się chodzić samotnie po górach, specjalnie się nie przejąłem. Poprosiłem Renatkę żeby mnie zawiozła na start i odebrała z mety. Jak zwykle Renatka się zgodziła. Na start jechała również z nami żona kuzyna. Z Komańczy mieliśmy kilkadziesiąt kilometrów. Po drodze mijamy ruiny cerkwi w Płonnej. Miejsce zniszczone i ponure. Jedziemy dalej. W końcu wysiadam z karawanu i wyruszam. Umawiam się jeszcze z Renatką na konkretną godzinę na mecie. Powiem tak: Ze startu ruszam drogą asfaltowa na południe. Po kilkuset metrach asfalt się kończy, a zaczyna droga szutrowa. Idę dalej i przechodzę przez most na rzece. Jeszcze kilkaset metrów i skręcam w lewo. Po chwili dochodzę do rzeki. Rzeka nie jest ani duża ani mała, ale w butach nie przejdę na drugą stronę, a taki właśnie mam zamiar. Siadam, zatem na kamieniu i zdejmuje buty. Przechodzę na drugą stronę i się ubieram. Polną drogą wychodzącą z brodu, którym przekraczałem rzekę wyszedłem na łąki. W oddali widzę po lewej stronie duże zabudowania. Nawet ktoś się przy nich kręci. Zabudowania te nie były celem mojej wędrówki, więc z daleka je sfotografowałem i poszedłem w prawo w stronę rzeki. I tu mnie przymurowało… z mojej strony do rzeki jest łagodne zejście, ale po drugiej stronie olbrzymia ściana skalna. Sir Bazyl pisał, ze warto tam zajrzeć, ale nie napisał, dlaczego. Teraz już wiem. Pokręciłem się trochę po brzegu i poszedłem szukać miejsca po cerkwi. Znalazłem je nieopodal. Trochę zaniepokojony popatrzyłem na gówna, które w trawie były. Sporych rozmiarów zwierzęta musiały je zostawić. Łąki były ogrodzone pastuchem. Pastuch nie był pod prądem. Sprawdziłem. Spojrzałem na mapę /tę z błędami, a przynajmniej z jednym/ i na przełaj przez łąki poszedłem przed siebie. Chciałem dojść do rzeki, która w tym miejscu tworzy zakole. Miejsce byłoby fajne, gdyby nie te pastuchy. Doszedłem po kilku minutach do rzeki. I znowu zdziwienie. Teraz to ja stoję na wysokim brzegu, a musze przejść na drugą stronę. Nie jest, to aż taki wysoki brzeg, ale zawsze. Znalazłem kawałek dalej stosowne miejsce do zejścia. I tu następne ZDZIWKO! Na drugim brzegu jest ktoś. Facet. To jeszcze nic. Zdziwienie moje wzbudziła czynność, którą ów gość wykonywał. Nie! Żadnych świństw nie robił. On po prostu pranie urządził sobie. Prał nie byle co, bo białe koszule. Wyprane rozkładał na skałach na słońcu. Wyobrażacie sobie taki widok??? Przeszedłem na drugi brzeg i przywitałem się. Zanim ubrałem buty poprosiłem go o zrobienie mi zdjęcia. Potem krótka rozmowa. Wyobraźcie sobie, że ten facet mieszka w Krośnie i przyjechał tu sobie odpocząć i przy okazji pranie uskutecznić. Janusz, może znasz gościa? Pan ten zapytał, dokąd idę i opowiedział mi o kilku miejscach, które warto zobaczyć po drodze. Miło się gawędziło, ale czas leciał. Ostrzegł też mnie przed bydłem, które chodzi po lesie. Zastanawiałem się przez chwilę, czy to, aby nie takie samo bydło, jakie w Czarnej Dolnej widziałem. Nic mądrego nie wymyśliłem. Przez uroczą łąkę poszedłem w kierunku drogi.
bertrand236
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)